Jakość bloga

niedziela, 29 lipca 2012

Rozdział 46 - "Kotek"


Obudziłam się w bardzo dobrym humorze. Przypominając sobie wydarzenie z ubiegłego wieczora, uśmiechnęłam się do siebie. Jestem szczęściarą mając takich przyjaciół, rodzinę i cudownego narzeczonego. Tak! Jestem narzeczoną Harolda Edwarda Styles'a. Nie potrafiłam sobie jeszcze tego ułożyć w głowie. To chyba dla mnie za szybko. Spojrzałam w bok, żeby ujrzeć piękną buźkę Hazzy, jednak koło mnie nikogo nie było.
-Harry? - spytałam, siadając na łóżku. - Kochanie.
-Już wstałaś księżniczko? - uśmiechnął się szeroko mój chłopak, uchylając drzwi od pokoju. W rękach trzymał tacę ze śniadaniem.
-Awww... - zawyłam, kiedy zobaczyłam, że niesie mi śniadanie do łóżka. - Chyba dobrze zrobiłam przyjmując oświadczyny. - zaśmiałam się i pocałowałam chłopaka, gdy ten zbliżył się do łóżka.
-Uczyniłaś mnie najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi. - odparł mój chłopak i teraz to on mnie delikatnie pocałował. Oblizałam usta.
-Mhmmm... Toffi? - spytałam patrząc na usta Styles'a.
-Ukradłem Tobie jednego naleśnika. - zaśmiał się loczek.
-Mój kochany złodziej. - pogłaskałam go po policzku, a w odpowiedzi mój narzeczony pokazał rząd białych ząbków.

Zjadłam śniadanie, a raczej posłusznie przeżuwałam kolejne kęsy naleśników i kawałki owoców, którymi karmił mnie Harold i wyskoczyłam z łózka.
-Co dzisiaj robimy? - spytałam chłopaka.
-Hmm... - Harry podrapał się po brodzie i jakby w zamyśleniu odpowiedział. - Zarezerwowałem bilety na 16. Lecimy do Londynu.
-Słucham? - spytałam zszokowana.
-Lecimy do Londynu. Dzisiaj. Godzina 16. Samolot. Wycieczka? - mówił spokojnie Harry.
-Przecież już Ci mówiłam, że muszę skończyć szkołę. - powiedziałam nieco podniesionym głosem.
-Spokojnie kochanie. - Hazza podszedł do mnie i objął mnie w tali. - Ja mam w planach tylko wręczyć Ci prezent zaręczynowy. - powiedział całując mnie w czoło.
-Ale Harry, ja... - zaczęłam.
-Nic nie mów. - szepnął kładąc palec na moich ustach. - Zrób mi tą przyjemność i ciesz się razem ze mną. No chyba, że nie chcesz prezentu. - zaśmiał się mój chłopak całując mnie w czoło.
-Harry. - westchnęłam. - Wiesz dobrze, że nie chcę żadnych prezentów. Nie chcę później, żeby mówili, że lecę na twoją kasę. Wystarczy, że jesteś ze mną. - uśmiechnęłam się delikatnie.
-Kochanie, mnie nie obchodzi co mówią inni, ważne, że my wiemy jak jest na prawdę. Poza tym ten prezent będzie dla nas dwojga.
-Kotek... co ty... - zaczęłam, ale przerwało nam pukanie do drzwi. - Proszę. - powiedziałam zirytowana. Czy nam zawsze musi coś przeszkodzić? Tym razem w drzwiach stanęłam Eleanor wraz z Lou. Tak, dziewczyna Louis'a także zjawiła się na moich urodzinach, chociaż nie jesteśmy jakoś szczególnie blisko. Jednak wczoraj El zachowywała się jakbyśmy od zawsze były przyjaciółkami. Nie przeszkadzało mi to. Zawsze lubiłam tą dziewczynę.
-Cześć miśki. - powiedziała dziewczyna i przywitała się z nami buziakiem w policzek.
-Hej. - uśmiechnęłam się. - Coś się stało?
-Louis nie mógł się doczekać, żeby Ciebie znowu spotkać. - odparła uśmiechnięta dziewczyna, a Louis objął mnie mocno w pasie i położył głowę na moim ramieniu.
-Kochanie, nie bądź zazdrosna. Wiki to moja siostrzyczka i nie mogłem się doczekać, bo stęskniłem się. - Tomlinson pocałował mnie w policzek.
-Ja wcale nie jestem zazdrosna. Też chciałam zobaczyć Harry'ego. Dawno się nie widzieliśmy, co? - szepnęła dziewczyna na ucho mojego narzeczonego, a ja z Lou zaśmiałam się.
-Tak El. - westchnął Harry. - Dokładnie. - spojrzał na zegarek. - Siedem godzin temu. - zaśmiał się.
-Dla mnie to zbyt długo. - odparła Eleanor i objęła Harolda.
-Wiesz Lou, chyba nie powinniśmy im przeszkadzać. Chodź do salonu. - posłałam Haroldowi pełne szyderczego uśmiechu spojrzenie i pociągnęłam Lou za rękę.
-Nie przeszkadzajcie sobie. - Tommo zaśmiał się i machnął ręką po czym opuściliśmy pokój.
Weszliśmy do salonu i usiedliśmy na sofie. Właściwie to Louis leżał na moich kolanach, a ja siedziałam na kanapie. Zaśmiałam się kiedy do pokoju wbiegł nieco poddenerwowany Hazz i zrzucił swojego przyjaciela na podłogę, a sam zajął jego miejsce.
-Już jestem kochanie. - zamruczał Harry i pocałował mnie.
-Ej! - jęknął paskowany.
-Czego? To moja osobista poduszka. - wypiął się dumnie mój chłopak, a ja zaczęłam się bawić jego loczkami. W odpowiedzi słyszałam pomruki zadowolenia Harolda.
-Cudownie! - wzniosłam ręce do góry.
-Co się stało? - spytał Harry, otwierając szeroko zdziwione oczy.
-Jesteś jak kot. - odparłam uśmiechnięta.
-A to źle?
-Nie lubię kotów. - wzruszyłam ramionami.
Harry patrzał na mnie zdziwiony, a Louis wraz ze swoją dziewczyną głośno się śmiali. Styles leżał i wpatrywał się we mnie swoimi cudownymi, zielonymi oczami nic nie mówiąc. Podniosłam jego głowę i wstałam z sofy.
-Pijecie coś? - spytałam. - Bo ja mam straszną ochotę napić się wina.
-Ja chętnie. - powiedziała Eleanor nadal się śmiejąc.
-Ja też poproszę. - powiedział Lou, a ja wyszłam z kuchni nie zwracając uwagi na zdziwionego Harry'ego. Wzięłam kieliszki i wino oraz mleko i miskę. Wróciłam do salonu.
-Czekaj pomogę Ci. - Lou podszedł do mnie. - Ale co...
-Ciii. - szepnęłam ledwo dosłyszalnie i wskazałam ręką na mojego narzeczonego, który leżał na sofie z zamkniętymi oczami. Nawet nie zauważył co robimy. Tommo zaśmiał się cicho i przejął ode mnie wino z kieliszkami. Ja wzięłam karton mleka i nalałam do miski. Podeszłam do loczka, zamoczyłam palec w mleku i przejechałam nim po ustach mojego chłopaka, który automatycznie je oblizał. Otworzył oczy i spojrzał na mnie marszcząc czoło.
-To dla mojego koteczka. - zaśmiałam się i podałam Harry'emu miskę. El i Lou znowu zaczęli się śmiać, a loczek wraz z nimi.
-Kocham Cię. - powiedział Harry po czym wziął miskę i przechylił wypijając zawartość. Kiedy skończył na ustach pozostał ślad po napoju. Nie zastanawiając się dłużej, zlizałam z niego resztę mleka i pocałowałam.
-Ja Ciebie też.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Zmarszczyłam czoło, ponieważ znowu nam ktoś przeszkodził, jednak Harry przyciągnął mnie do siebie nie zwracając uwagi na denerwujący dźwięk i pocałował.
-Ja otworzę. - usłyszałam nad nami głos Lou i uśmiechnęłam się. Ten chłopak czuł się tutaj jak u siebie i już nabrał wprawy w przyjmowaniu moich gości.

Witajcie kochani. Wiem, że długo nic nie dodawałam, a ten rozdział jest krótki, ale mam na to wytłumaczenie. ;) Są wakacje, a pogoda ostatnio zaczęła dopisywać, więc musiałam korzystać przez co nie miałam czasu na pisanie. Teraz możliwe, że też nie dodam nic przez dłuższy czas, albo dodam, ale krótki rozdział, ponieważ za niedługo jadę do Anglii i chcę napisać coś na prawdę długiego, ponieważ nie będzie mnie prawie dwa tygodnie. Chyba, że wolicie, żebym napisała kilka rozdziałów, a wstawiać je będzie moja przyjaciółka co jakiś czas. To już zależy tylko od Was. Czekam na Waszą opinie i zdanie w komentarzach. Buziaczki ;*



wtorek, 24 lipca 2012

Rozdział 45 - "Urodziny, cz.2"

No i ruszyliśmy z Payne'm na miasto. W duchu powtarzałam sobie, że potrafię się świetnie bawić bez Styles'a i najwyraźniej chłopakowi nie zależy na mnie, skoro nie ma go tutaj ze mną. Nawet nie wiedziałam jak bardzo się myliłam w obu przypadkach.
-Wiesz co? Mam ochotę pójść do wesołego miasteczka. - uśmiechnęłam się do Liam'a idąc objęta jego silnym ramieniem.
-Możesz mi przypomnieć ile kończysz lat? - zaśmiał się chłopak.

-Wiek to tylko liczba skarbie, a ja chcę być wiecznie młoda. - odpowiedziałam cytując tekst piosenki.
-No to, zamawiamy taxi.
-Czekaj. To właśnie od początku twojego przyjazdu mi nie pasowało. - spojrzałam poważnie na przyjaciela, a w jego oczach zobaczyłam strach i zdziwienie.
O tak. Zdecydowanie uwielbiam ten widok. Liam wygląda tak słodko, kiedy się boi albo jest zdziwiony.
-Nie boisz się ataku fanek? Przecież jesteś Liam Payne z One Direction. Gdzie jest Paul, gotowy poświęcić własne życie dla twojego? - spytałam z przejęciem, jakbym właśnie odgrywała swoją rolę w przedstawieniu.
-Nikt nie wie, że tu jestem. Poza tym – odetchnął Liam. - jesteś dobrą aktorką. Już się bałem, że narozrabiałem. - zaśmiał się chłopak.
-A narozrabiałeś? - spytałam podejrzliwie, lustrując go wzrokiem.
-Ja? Czy byłbym w stanie zrobić coś złego?
-Mam być szczera? - zaśmiałam się.
-Okay. - chłopak podniósł ręce w geście poddania. - Może i coś tam kiedyś zrobiłem, ale tak na prawdę mam dobre serce. Nie rób ze mnie od razu Malika. "I'm badboy from Bradford" – zarapował, a ja wybuchłam śmiechem.
-Dobra dzwoń po taksówkę, bo jeszcze jakiś gang będzie chciał, żebyś do nich dołączył.

Po 30 minutach oczekiwania, pojawiła się taksówka, która zawiozła nas do oddalonego o niecałą godzinkę drogi, wesołego miasteczka.
-To co pierwsze? - spytał Liam, gdy znaleźliśmy się na placu.
-Ja chcę watę cukrową! - zapiszczałam na widok stanowiska ze smakołykiem i pociągnęłam Payne'a za rękę.
Kiedy już zjedliśmy watę, ruszyliśmy na karuzelę. Liam zrobił mi kilka zdjęć na plastikowym kucyku, które wstawił na twittera z podpisem: "Księżniczko, gdzie twój książę?''
Ja również zalogowałam się na aplikacji i napisałam tweeta o treści: "
Mój książę chyba pomylił zamki, za to jest ze mną mój wierny rumak." po czym dodałam uprzednio zrobione zdjęcie Liam'a.
Chcąc kontynuować zabawę wybraliśmy jako nasz następny obiekt dom strachu. Nie zdawałam sobie sprawy jaki z chłopaka jest panikarz. Ja zamiast bać się podczas zwiedzania, nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, widząc przerażoną minę Liam'a i słysząc co chwilę piski, kiedy chłopak wtulał się w moje ramię spanikowany przerażającym widokiem kościotrupa. Po wyjściu nadal nie mogłam przestać się śmiać, a Payne już nieco uspokojony tłumaczył się.
-Tak na prawdę się nie bałem. Po prostu chciałem Ciebie przytulić. - zaśmiał się nerwowo.
-O! Uważaj, bo uwierzę. - śmiałam się głośno. - Poza tym to nie ty przytulałeś mnie, a ja Ciebie co było przyznasz... zabawne?
-Czepiasz się. - Liam założył ręce na klatce piersiowej. Wyglądał tak uroczo.
-Foch? - spytałam zdziwiona i nadal rozbawiona. Jednak chłopak się nie odezwał i przyśpieszył kroku.
-No nie gadaj, że się serio obraziłeś. - dogoniłam go, dorównując mu kroku. - W moje urodziny? Ah tak. Dobrze, ja też mam focha. Foch! - powiedziałam zakładając ręce na klatce piersiowej i zadzierając teatralnie głowę do góry, po czym ruszyłam w odwrotnym kierunku.
Już po chwili słyszałam jak biegnie w moją stronę, jednak nie odwróciłam się.
-Dokąd to księżniczko? - zaśmiał się szatyn i wziął mnie na ręce.
-Puszczaj Payne! Obraziłam się na Ciebie! - powiedziałam wyrywając się.
-Ani mi się śni. Teraz ja mam dla Ciebie niespodziankę.
-No przestań, przepukliny dostaniesz. - powiedziałam poważnie.
-Jesteś lekka jak piórko. Mógłbym Cię nosić cały dzień, a i tak bym się nie zmęczył. - powiedział mój przyjaciel.
-Zobaczymy za chwilę. - odparłam i już więcej nie protestowałam.

Oczywiście Liam nie niósł mnie na rękach całą tą drogę. Po 10 minutach się zasapał, ale nie chciał pokazać, że jest mu ciężko. Widząc jego minę, zaśmiałam się w duchu i dając mu satysfakcję, zaczęłam go łaskotać.
-Przestań! Przestań, bo Cię puszczę. - powiedział poważnie chłopak. Mój plan szedł po mojej myśli, więc nie zaprzestałam wcześniejszej czynności i nadal łaskotałam go w okolicach żeber.
-Okay, sama tego chciałaś. - Liam postawił mnie na nogi i kucnął łapiąc ledwo oddech. Podeszłam do chłopaka widząc, że jest zmęczony.
-Wiem, że niósł byś mnie dalej, aż w końcu padł byś zmęczony i musiałabym zadzwonić po pogotowie. - zaśmiałam się. - Na przyszłość kochanie, nie próbuj mi niczego udowodnić. Mi nie musisz. Kocham Cię nawet jak się boisz i jesteś zmęczony. - szepnęłam i pocałowałam go w policzek.


***
godzinę później ***

-No. Jesteśmy na miejscu. - powiedział Liam stając przed nieznanym mi budynkiem.
-Eee, ale gdzie my jesteśmy i właściwie co tu robimy? - spytałam zaskoczona.
Znaleźliśmy się przed małą restauracyjną salą, gdzieś na obrzeżach miasta. Wokół było cicho i spokojnie. Nie wiem co chłopak kombinował, ale nie byłam zadowolona.
-Już mi się nie podoba, że tu jesteśmy. - powiedziałam przestępując z nogi na nogę.
-Boisz się mnie? - uśmiechnął się Payne.
-Nie Ciebie, tylko twoich durnych pomysłów. Nie wiem jak ty, ale ja wracam do domu. - powiedziałam i obróciłam się plecami do chłopaka przymierzając się do marszu.
-Hej! - powiedział Liam zjawiając się przede mną. - Mnie nie musisz się bać. Przecież nigdy bym nie pozwolił zrobić Ci krzywdy, a tym bardziej sam bym jej nie zrobił. - Liam wziął moją twarz w dłonie i spojrzał na mnie smutno. - Dlaczego nie możesz mi zaufać?
-To nie tak, że Ci nie ufam Liam. Ja tylko... - westchnęłam. - Nie lubię niespodzianek, ale też trudno mi zaufać w pełni, nie Tobie, a twojemu instynktowi. Wiem jak jest. Po prostu, boję się o mnie i Harry'ego rozumiesz? Jeden głupi ruch i... - zawahałam się.
-Cii. Już dobrze. Obiecuję, przysięgam, przyrzekam, nie będę już nigdy robił nic, żeby zaszkodzić Tobie i Harry'emu. - Payne spojrzał mi w oczy. - Przyrzekam. - powtórzył cicho i przytulił mnie mocno do siebie.
-Czy teraz zaufasz mi i dasz sobie podarować najwspanialszy prezent jaki chcę Ci dać? - spytał poważnie mój przyjaciel.
-Nie wiem, czy mam ochotę jeszcze świętować. To wszystko przez to, że tak cholernie tęsknie za Harry'm. - powiedziałam szczerze.
-Obiecuję, że po przekroczeniu progu tej restauracji, zapomnisz o tym, że go tu teraz nie ma. A teraz chodź. - pociągnął mnie za rękę i weszliśmy do środka.
W środku panował półmrok. Liam objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w głąb pomieszczenia. Sama przed sobą przyznałam się, że się obawiam tego co ma nadejść. Nagle usłyszałam jakiś szmer, a po chwili stłumiony chichot.
-Co tu się... - zaczęłam.
-Niespodzianka! - krzyknęli wszyscy kiedy zapaliło się światło.
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przede mną stała moja najbliższa rodzina i przyjaciele. Spojrzałam uśmiechnięta na Liam'a.
-Czyli, że... kłamałeś? - spytałam mrużąc oczy i dźgając go palcem w bok.
-Miałem dobre intencje. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego. - uśmiechnął się i pocałował w policzek, po czym odsunął robiąc miejsce reszcie gości. Każdy składał mi życzenia i wręczał prezenty, a ja nadal będąc w lekkim szoku, nie wiedziałam z kim rozmawiam i co mówię. Nagle przede mną stanęła Debra.
-Co ty tu... To znaczy, jak? - spytałam zaskoczona jej widokiem.
-Harry mnie zaprosił. - wytłumaczyła. - Wszystkiego najlepszego. - powiedziała radośnie i rzuciła mi się na szyję, całując w oba policzki.
-Harry? - spytałam zdziwiona, ale moja siostra już zniknęła z pola mojego widzenia, a przede mną stanął nikt inny jak Niall, Lou i Zayn.
-Wszystkiego najlepszego siostrzyczko. - powiedzieli razem.
-Chłopcy! - zapiszczałam i rzuciłam się na nich, tworząc jeden, wielki uścisk. - Kocham Was, wiecie? Ale powiedzcie mi, gdzie jest do cholery Harold. - zażądałam.
-Tak, cała Wiki. Chciałabyś wszystko już. Nie możesz się nami chwilę nacieszyć? Nie widzieliśmy Cię ponad tydzień, a ty tylko o swoim Curlym. - zaśmiał się Lou i pokręcił głową. - No, ale Hazz też pewnie się niecierpliwi, więc oglądaj. - chłopcy zostawili mnie samą na środku pomieszczenie, kiedy sami zajęli miejsce przy wcześniej przygotowanych stolikach. Nagle wszyscy ucichli, a przede mną na scenie pojawił się mój chłopak. Ubrany tak seksownie, jak tylko mógł on wyglądać. Ciemno granatowe jeansy, biała koszula i granatowa marynarka. "Cały Harry" - pomyślałam i zaśmiałam się cicho. W ręku loczek trzymał ogromny bukiet czerwonych róż, które tak bardzo kontrastowały z białą koszulą. Jego loczki błyszczały, a jego twarz była przepełniona radością, ale widziałam też... strach? Harry się bał? Ale czego? Z mojej twarzy zniknął uśmiech. W tym momencie z głośników poleciały pierwsze nuty mojej ulubionej piosenki Justina Bieber'a – Die In Your Arms.


Powiedz, że mnie kochasz
Tak bardzo jak ja Ciebie, taak
Mogłabyś mnie zranić? Czy mogłabyś mi to zrobić?
Kochanie czy byś mnie okłamała? Bo prawda boli dużo bardziej
Czy robiłabyś rzeczy, które mnie doprowadzają do szału?
Zostawiłabyś moje serce przed drzwiami?
Nie mogę nic na to poradzić, jestem samolubny
Nie ma opcji żebym się tobą dzielił
To by złamało moje serce na kawałki
Bo szczerze prawda jest taka, że
Jeśli mógłbym umrzeć w Twoich ramionach, nie miałbym nic przeciwko, bo kiedy mnie dotykasz, ja po prostu...
Umieram w Twoich ramionach, czuję się tak świetnie
Więc kochanie, proszę nie przestawaj
Kochanie, wiem, że kochanie Ciebie nie jest łatwe, ale jest warte spróbowania ...



Harry śpiewał piosenkę Justina z każdym wersem zbliżając się do mnie co raz bliżej, a do moich oczu napłynęły łzy wzruszenia, ale nadal zastanawiałam się czemu w oczach Harry'ego widać lęk. Czego obawiał się mój chłopak. Kiedy już piosenka się skończyła, Styles stał tak blisko mnie, że stykaliśmy się czołami, a ja pociągałam nosem.
-Witaj kochanie. - powiedział Harry. - Przepraszam, że nie dotrzymałem obietnicy i nie pojawiłem się wcześniej, ale chciałem to przygotować jak najlepiej potrafiłem. Chciałem, żeby było idealnie, od tego wszystko zależy. Przez cały ten tydzień układałem sobie to wszystko w myślach. Każda sekunda bez Ciebie sprawiała, że moje serce biło wolniej, miałem wrażenie, że nie potrafię oddychać. Wiem, że może to za wcześnie, ale będąc tak daleko od Ciebie, nie mogąc Ciebie dotknąć i poczuć, zdałem sobie sprawę, że nie umiem bez Ciebie żyć. Za każdym razem, gdy zasypiałem bez Ciebie u boku, na moim sercu pojawiała się rana, a kiedy budziłem się rano, nie widziałem powodu, żeby wstawać z łóżka. Teraz stojąc tutaj przed Tobą, chciałem Ci powiedzieć, że jesteś moim powietrzem, a życie bez Ciebie jest bez sensu. - Harry spojrzał mi głęboko w oczy, po czym wciągnął głęboko powietrze, uklęknął przede mną. - Wiktorio Szulc, czy zostaniesz moją żoną? - spytał Harry, wyciągając przede mną śliczny pierścionek.
Moje serce stanęło na sekundę, a ręka powędrowała do ust, tłumiąc dźwięk zachwytu i zdziwienia zarazem. Trwało to sekundy, a ja pisnęłam radośnie.
-Tak! - rzuciłam się Harry'emu na szyję całując go namiętnie. - Kocham Cię mój wariacie. - powiedziałam wsuwając rękę w jego loczki i pogłębiając pocałunek. Czułam jak całe napięcie upływa z Harry'ego.
Resztę wieczoru spędziliśmy na cieszeniu się sobą na wzajem i świętowaniu moich 19 urodzin.


Dziękuję Wam za te wspierające komentarze. Jesteście niesamowici, a ja mam zaszczyt mogąc tworzyć dla Was tą historię. Jest mi szalenie miło i ciepło na sercu, kiedy piszecie do mnie z pytaniem o następny rozdział. Miło jest wiedzieć, że na prawdę na niego czekacie. Pisząc ten rozdział miałam przed oczami tą scenę. Chociaż początek nie podoba mi się, koniec jak dla mnie wyszedł prawie idealnie. Mam nadzieję, że spodoba się Wam on równie mocno co mi ;) Tak więc czekam na komentarze i przesyłam Wam mnóstwo buziaków ;* ;* ;*


PIERŚCIONEK WIKTORII



sobota, 21 lipca 2012

Rozdział 44 - "Urodziny cz.1"


-Sto lat! Sto lat! Niech żyje, żyje nam! Wstawaj śpiochu! - krzyknął mój brat i wskoczył na moje łóżko.
-Spadaj! Daj spać! - zrzuciłam go na podłogę i nakryłam się kołdrą.
-No wstawaj! Już 10. Własne urodziny prześpisz! - Ksawery próbował zerwać ze mnie kołdrę, ale ja nie dawałam za wygraną.
-Nie mam po co wstawać! Nie chcę tych urodzin! Daj mi spokój i oddaj kołdrę! - krzyknęłam do mojego brata i spiorunowałam go wzrokiem.
-Przestałem się Ciebie bać jakieś cztery lata temu. Nie robi na mnie wrażenia twój jakże straszny wzrok. Nie pozwolę Ci przespać własnych urodzin. Miałem Ci nie mówić, ale mama zrobiła tort specjalnie dla Ciebie. No weź! Chociaż dla mamy to zrób. Ona sama się cieszy. - zachęcił mnie chłopak.
-Z czego tu się cieszyć? Jestem rok starsza, a wcale nie czyni mnie to mądrzejszą. Dałam się oszukać i zranić. Harry powiedział, że wróci na urodziny i co? Nawet przyjaciółka mnie olała. Daj spokój. Mogę wrócić do spania? - spytałam bardziej potulnie.
-Mama się starała. No Wiktoria, zrób to dla mamy, nie przejmuj się swoim chłopakiem. To mamie będzie przykro, że jej starania poszły na marne. Poza tym, nie chcesz prezentu? - uśmiechnął się do mnie brat i objął ramieniem. - No to jak?
-Ale to tylko dla mamy. No postaram się jakoś przeżyć ten dzień. - odparłam zrezygnowana i usiadłam na brzegu łóżka.
-Zobaczysz, nie będzie tak źle jak Ci się wydaje. Może nawet będzie lepiej niż sądzisz. - Ksawery poklepał mnie po ramieniu. - Mam nadzieję, że spodoba Ci się niespodzianka. - powiedział zamykając za sobą drzwi.
Niespodzianka? Co on znowu kombinuje? Z tortu wyskoczy królik, a może Harry? W mojej głowie rozbłysła myśl, a w sercu pojawiła się nadzieja. Szybko wyskoczyłam z łóżka i zbiegłam na dół. Wbiegłam do kuchni z nadzieją, że znajdę coś, co mnie ucieszy, a raczej kogoś.
-Gdzie on jest? - spytałam rozglądając się dookoła.
-Wszystkiego najlepszego kochanie. - moja mama przytuliła mnie i pocałowała w czoło.
-Dziękuję mamo, ale gdzie on jest. No, już możesz mi powiedzieć. - zaśmiałam się nerwowo.
-Ale kto? - zdziwiła się mama.
-Harry. - uśmiechnęłam się, a moja mama spojrzała na mnie smutno.
-Tutaj go nie ma kochanie, przykro mi, ale Harry chyba nie pojawi się... - zaczęła mnie uspokajać mama.
-Wiem, że tu jest. Chcecie mi zrobić niespodziankę, ale wiecie, że nie lubię. No Harry wychodź! Przedstawienie skończone.
Moja mama stała i patrzała na mnie ze współczuciem. Chyba jednak źle odebrałam sygnały. Za bardzo chciałam, żeby tu był. Znowu się zawiodłam.
-Jego tutaj nie ma, prawda? - moje oczy zaszkliły się. - Nie ma. - powtórzyłam do siebie.
-Kochanie. - westchnęła mama i chwyciła moją rękę.
-Daj mi spokój mamo. Nie chcę tych urodzin. Przepraszam, ale nie dam rady ich obchodzić. - pocałowałam mamę w policzek i biegiem wróciłam do pokoju, zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam płakać. Jak on mógł mi to zrobić? Przecież obiecał. Znowu dałam się nabrać jak głupia. A może to właśnie moja wina, za bardzo mi zależy, za bardzo chcę być z nim dzisiaj. Wszystko za bardzo. Za bardzo kocham, za bardzo tęsknie, za bardzo chcę, a później się zawodzę. Zaniosłam się kolejnym szlochem. Nie wiem ile jak długo tak leżałam, kiedy rozległo się pukanie do drzwi.
-Dajcie mi spokój! Nie obchodzę tych urodzin! - krzyknęłam już nieco uspokojona.
-Wiki otwórz. To ja Liam. - usłyszałam stłumiony głos chłopaka. Byłam w szoku. O nie! "Teraz nie będę się łudzić, jeśli go tu nie ma to trudno." - pomyślałam i powoli ruszyłam w kierunku drzwi.
-Co ty tu robisz? - spytałam otwierając drzwi, a już po chwili znalazłam się w jego ramionach.
-Przyleciałem do Ciebie. Nie mogłem nie przyjechać na twoje urodziny. - zaśmiał się Liam.
Spojrzałam w jego uśmiechnięte oczy, które były pełne radości, ale po chwili znikł ich blask.
-Jestem sam. - powiedział smutno, a ja spuściłam głowę w dół, żeby nie widział moich łez.
-Trudno. - powiedziałam i odwróciłam się od chłopaka. Wytarłam szybko łzy i wzięłam się w garść.
-Chłopcy chcieli przyjechać, ale nie mogli. Menager powiedział, że musimy teraz się skupić na płycie. Przed nami trasa. Nie będziemy mieć czasu na nagrywanie piosenek. Harry kazał Cię przeprosić. Ma dużo pracy, jemu menager zabronił przede wszystkim wylotu z Londynu. - wyjaśnił Liam.
-Nie tłumacz go, proszę. Gdyby chciał, byłby tu. Ty jesteś. A to, że teraz go nie ma tutaj ze mną, nie oznacza, że nie mogę się zabawić i świętować swoich urodzin, prawda? - zaśmiałam się.
-No oczywiście! Takie nastawienie mi się jak najbardziej podoba. - uśmiechnął się serdecznie chłopak, a mi poprawił tym samym humor. Liam miał w sobie moc rozweselania ludzi. Przy nim nikt nie może być smutny, on po prostu roztacza wokół siebie aurę radości.
-Dziękuję Ci. - przytuliłam się do Payne'a.
-Za co?
-Że jesteś moim przyjacielem i mogę na Tobie polegać. - cmoknęłam go w policzek.
-Zawsze. - szepnął chłopak i przytulił mnie mocniej do siebie. Staliśmy tak kilka bardzo długich sekund.
-Daj mi sekundę. Tylko się przebiorę i wyskoczymy na miasto. Spędzimy te urodziny jak najlepiej się da, okay?
-Jasne, w takim razie ja wrócę do twojej mamy i Ksawerego. Coś czuję, że ta sekunda będzie nieco dłuższa. - zaśmiał się brunet i wypuścił mnie z objęć, po czym skierował się do salonu.
Ja nie czekając dłużej podeszłam do szafy i wybrałam moją ulubioną sukienkę, a do tego parę dodatków i buty. Z gotowym zestawem ruszyłam do łazienki się odświeżyć. Po skończonej kąpieli wysuszyłam i wyprostowałam włosy, zrobiłam mocny makijaż i opuściłam łazienkę. Gotowa do świętowania urodzin zeszłam na dół. Z kuchni wyszedł właśnie Liam.
-Co? - uśmiechnęłam się do niego. - Kiepsko mi to wyszło. Pójdę się przebrać. - powiedziałam i odwróciłam się od chłopaka. Po chwili poczułam jego dłoń na moim nadgarstku.
-Ślicznie wyglądasz. - powiedział i pocałował mnie w policzek. - Proszę, to dla Ciebie. - Liam wręczył mi podłużne czarne pudełeczko, ozdobione czerwoną kokardką.
Kiedy otworzyłam pudełko ujrzałam piękny, srebrny naszyjnik z ślicznym małym serduszkiem. Spojrzałam na Liam'a i uśmiechnęłam się delikatnie. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Jako jedyny z przyjaciół pamiętał o mnie i był ze mną, kiedy go potrzebowałam.
-Będzie pasował do bransoletki. - szepnął.
-Dziękuję. - ze łzami w oczach mocno przytuliłam chłopaka. - Dobra, nie rozczulajmy się tylko ruszajmy w miasto. Założysz? - spytałam wręczając Payne'owi pudełko.
-Jasne. - Liam delikatnie założył mi wisiorek, a chwilę później czułam jego oddech na mojej szyji, którą chwilę później musnął ustami.
-Idziemy? - zaśmiałam się.
-Chodź jeszcze do kuchni, twoja mama ma coś dla Ciebie. - brunet uśmiechnął się szeroko i pociągnął mnie za rękę.
Kiedy weszliśmy do kuchni, naszym oczom ukazał się Ksawery wraz z moją mamą, która trzymała tort.
-Sto lat, sto lat, niech żyje nam. Wszystkiego najlepszego jeszcze raz. - zaśmiała się mama i podeszła do mnie z tortem. - Czekoladowy, twój ulubiony. Pomyśl życzenie.
"Chciałabym żeby te urodziny były udane." - pomyślałam, nic więcej do szczęścia mi nie było trzeba. No może, gdyby Harry był ze mną, ale nie wyczaruję go przecież na zamówienie, a szkoda zmarnować życzenie.
-Dziękuję. Kocham Cię mamuś. - wzięłam tort i wręczyłam Liam'owi. - Potrzymaj.
Kiedy już tort był bezpieczny w rękach przyjaciela, ja przytuliłam mocno moją mamę.
-Dziękuję Ci za wszystko i przepraszam za rano. Chyba trochę za bardzo się przejęłam, najwyraźniej nie zależy mu tak bardzo. - szepnęłam do mamy. - Najważniejsze, że mam Was. - pocałowałam mamę w policzek.
-Wiktoria, Harry Cię kocha. Nawet nie wiesz jak mocno. - powiedziała moja mama.
-Mamo, wiem, że lubisz Harolda, ale nie usprawiedliwiaj go.
-Jeszcze się przekonasz, że mam rację. - dokończyła moja mama, ale ja nie zwróciłam za bardzo uwagi na jej słowa, gdyż już byłam w ramionach Ksawerego.
-No tylko mi tutaj się nie rozklejaj. Po prostu wypadało Cię przytulić, ale na buziaka zasługuje chyba co? - spytał wesoło mój brat.
-No jasne. - pocałowałam go w policzek i chwyciłam za rękę. - Co tam masz?
-No prezent, a co? - zaśmiał się. - Jak nie chcesz...
-No co ty! Dawaj. - chwyciłam płaskie pudełko, owinięte kolorowym papierem. W środku znajdowała się najnowsza płyta Justina Biebera - Believe. - Skąd wiedziałeś? - spytałam zdziwiona.
-Nie wiem od kiedy kręci Cię Bieber, ale zrobiłem mały włam na twojego laptopa i widziałem, że ostatnio często go słuchałaś. - chłopak wzruszył ramionami.
-Dziękuję, ale wystarczyło spytać. - cmoknęłam jeszcze raz brata.
-Lubisz Justina? - wtrącił Liam.
-Eee... to znaczy, podoba mi się jego nowa płyta, ale chyba nie jest taki najgorszy. - uśmiechnęłam się delikatnie.
-Chyba mam pomysł. - zaśmiał się Li.
-Ty już nic nie kombinuj. Siadaj, zjemy tort i w drogę. - powiedziałam i popchnęłam chłopaka w stronę stołu, a sama zajęłam się krojeniem tortu.
-Przepraszam mamo, ale chcę jakoś odreagować. Będziesz zła, jeśli nie spędzimy tych urodzin razem? - spytałam.
-Oczywiście, że nie. Poświętujemy później. - moja mama puściła mi oczko i usiadła koło chłopaków. Pokroiłam tort i nałożyłam na talerzyki, po czym każdemu wręczyłam jego kawałek.
-Macie ochotę na wino? - spytała moja mama, a ja spojrzałam na Liam'a.
-Łyczek nie zaszkodzi. - zaśmiał się chłopak kiedy zobaczył moje pytające spojrzenie.
-Liam nie może. - wytłumaczyłam mamie, odwracając się w jej kierunku. - Ma jedną nerkę.
-Przepraszam, nie wiedziałam.
-Nic się nie stało, ale nie będę w niego wlewała, alkoholu. Nie chcę mieć jego zdrowia na sumieniu. Za bardzo go kocham. - uśmiechnęłam się szeroko i chwyciłam rękę Liam'a. - Oczywiście jako przyjaciela i brata. - dokończyłam widząc pytające miny mamy i Ksawerego oraz szeroki uśmiech Liam'a.
-Później się napijemy. - powiedziała mama jakby do siebie.
Kiedy już zjedliśmy, podziękowałam mamie oraz bratu za tort i płytę. Już mieliśmy wychodzić, ale Liam'owi zachciało się siusiu, więc nasze wyjście z domu nieco się przedłużyło. Liam coś długo nie wracał, a ja zaczęłam się martwić. Poszłam więc sprawdzić czy wszystko okay.
-Liam? Żyjesz? - spytałam pukając do drzwi toalety.
"Wiktoria mnie nakryła, postaraj się. Do zobaczenia." - usłyszałam za drzwiami.
-Już wychodzę. - powiedział i otworzył drzwi, przez co na niego wpadłam.
-Z kim rozmawiałeś? - spytałam.
-Ja? Z nikim? - uśmiechnął się Payne.
-Przecież słyszałam.
-Eee... podśpiewywałem sobie. - wykręcił się.
-Podczas sikania? - zrobiłam wielkie oczy.
-Oj nie czepiaj się. Idziemy?
-No tylko na Ciebie czekam. - chwyciłam chłopaka za rękę i pociągnęłam do wyjścia.
-Wychodzimy! Do zobaczenia jutro. - krzyknęłam w stronę kuchni i wyszłam z Liam'em z domu.

Dziękuję Wam, za komentarze, ale proszę Was, a przede wszystkim czytelniczkę Sylwię, aby podobne sytuacje nie miały miejsca. To, że piszę, iż oczekuję 20 lub 30 komentarzy, nie chodzi mi o liczbę, ale o ilość osób, których opinię chcę poznać. Nie zawsze tyle osób czyta, więc wstawiam rozdział pomimo tego, że dana liczba nie została osiągnięta. Jeśli ponownie pojawi się taka sytuacja, nie wstawię nowego rozdziału szybciej niż po tygodniu. Nie oczekuję dużej liczy komentarzy, mi zależy na wasze opinii!
Mam nadzieję, że ten rozdział Wam się spodoba, chociaż mi nie przypadł do gustu. Nie wiem jak długo jeszcze będę pisać to opowiadanie, gdyż nie widzę już sensu, ale dla kilku osób, które czytają tą historię napiszę jeszcze kilka rozdziałów. Czekam na waszą OPINIĘ, a  nie na DUŻĄ LICZBĘ KOMENTARZY! Buziaczki ;*



OTO STRÓJ WIKTORII


http://2.bp.blogspot.com/-Z1B-pSWmYO0/UArv6Wdn2xI/AAAAAAAAAH0/wzK_8Gk7ycs/s1600/zestaw.png




image

wtorek, 17 lipca 2012

Rozdział 43 - "Nie zmarnuj szansy"


Razem z Marcinem wybraliśmy się do galerii. Oboje byliśmy trochę zdenerwowani niedawnym wydarzeniem, ale nie mógł nas opuścić dobry humor.
-Poczekasz tutaj czy wchodzisz ze mną? - spytał chłopak, gdy znaleźliśmy się przed jednym ze sklepów z ciuchami.
-Zostanę. Muszę jeszcze gdzieś zadzwonić. - odparłam.
Nie miałam ochoty na zakupy, musiałam dowiedzieć się gdzie jest Julka. Martwiłam się o nią. Zawsze odbierała ode mnie telefony, a przede wszystkim nigdy nie znikała na cały dzień, nie mówiąc nikomu dokąd się wybiera. Poza tym zbliżała się godzina 14, a Harry nie dał o sobie znać. Usiadłam na najbliższej ławce i wyciągnęłam telefon. Ponownie wybrałam numer przyjaciółki, jednak ona wiąż nie odbierała moich telefonów. Zrezygnowałam i napisałam wiadomość do Styles'a.

"Kochanie, co się dzieje? Nie dajesz znaku życia, martwię się. Kiedy wracasz? Tęsknię za Tobą. Kocham Cię. Wiki x"

Wcisnęłam wyślij. Nie czekałam długo, kiedy poczułam wibracje telefonu, powiadamiające o nowej wiadomości tekstowej. Ucieszyłam się jak dziecko. Nie jestem pewna, ale chyba nawet pisnęłam z podekscytowania. Pośpiesznie przeczytałam sms-a.

"Cześć skarbie. Przepraszam, że się nie odzywałem, ale nie miałem czasu. Cały czas nagrywamy z chłopakami. Staram się jak mogę, ale nie jestem pewnym czy zdążę na twoje urodziny. Przepraszam. Kocham Cię x"

Czytając wiadomość z sekundy na sekundę mój dobry humor się ulatniał. Po chwili nie było już po nim ani śladu. Byłam zła na Harolda. Chcąc mu się odpłacić, napisałam:

"Wcale za Tobą nie tęsknię i nie myśl, że jest mi smutno czy coś. Wręcz przeciwnie. Dobrze się bawię. "

Wrzuciłam telefon do torebki i z obrażoną miną oparłam się o ławkę. Smutnym wzrokiem obserwowałam pary przechodzące koło mnie, kiedy moją uwagę przykuło jakieś ogłoszenie. Nie wiem dlaczego zwróciłam na nie uwagę. Zwykły kawałek białej kartki, wiszący na ścianie budynku. Coś jednak, jakiś wewnętrzny głos kazał mi do niej podejść. Nadal w kiepskim humorze, podniosłam się z ławki. Podeszłam do wcześniej wspomnianego ogłoszenia i przeczytałam:

Jesteś młoda, piękna, masz figurę modelki? Gratulujemy! Właśnie Ciebie szukamy. Zapraszamy na profesjonalną sesję zdjęciową do Domu Kultury im. Stanisławy Przybyszewskiej, Gdańsk ul. Nałkowskiej 3. Sesja na okładki magazynów o modzie. Możliwa dalsza współpraca.
Więcej wiadomości pod numerem tel. 607-893-937 lub e-mail:sesja.zdjeciowa@wp.pl.
-Co czytasz? - spytał Marcin, niespodziewanie pojawiając się przy mnie.
-Nic. Nie ważne. - odparłam i odwróciłam się.
Chłopak przeczytał dokładnie anons, po czym odezwał się.
-Spróbuj. - krótkie słowo wypłynęło z jego ust.
-Daj spokój, nie nadaję się. - odparłam spokojnie.
-Ty się nie nadajesz? Ty? Dziewczyno masz figurę modelki, piękną twarz, jeśli ty się nie nadajesz, to nie wiem, kto byłby odpowiedni. - zaśmiał się mój kolega.
-Powiedzmy, że dam szansę innym. - uśmiechnęłam się i ruszyłam przed siebie. Po chwili znajomy dorównał mi kroku.
-Daj telefon. - zażądał.
-Po co? - zdziwiona spojrzałam na niego.
-Zrobiłem zdjęcie i wyślę Ci je na telefon. - wyjaśnił.
-Jakie zdjęcie?
-No tego ogłoszenia. Wiktoria, jesteś tu ze mną?
-Tak, jestem. Marcin przepraszam, ale jakoś minął mi humor. Wracam do domu. - uśmiechnęłam się przepraszająco i opuściłam galerię. Powoli ruszyłam w stronę domu. Po około 30 minutach, byłam na miejscu. Weszłam do budynku i od razu skierowałam się do pokoju.
-Wiktoria? - usłyszałam głos mamy dobiegający z salonu.
-Tak, to ja. Będę u siebie.
-Coś się stało? - spytała mama pojawiając się na korytarzu.
-Nic ważnego. Zdrzemnę się, jestem trochę zmęczona. - odpowiedziałam i ruszyłam na górę.
Kiedy już znalazłam się w swoim królestwie, ściągnęłam torebkę i rzuciłam się na łóżko, chowając twarz w poduszki. Leżałam chwilę przygnębiona, gdy usłyszałam telefon. Sięgnęłam po torebkę, z której wyciągnęłam magiczne urządzenie, zwane telefonem. Nadawcą był Marcin. Głupio mi było, że go tak po prostu olałam, zostawiając na środku galerii, ale lepsze to niż gdybym miała spędzić z nim resztę dnia, narzekając na swój ciężki los i snując się bez życia. Otworzyłam wiadomość, a moim oczom ukazało się zdjęcie ogłoszenia z dopiskiem "Nie zmarnuj szansy". Kompletnie to olałam. Zamknęłam sms-a i przewróciłam się na plecy. Leżałam chwilę, a mój wzrok był tępo wbity w sufit, gdy nagle wpadłam na pomysł, żeby zajrzeć do internetu. Może jakieś wiadomości od chłopaków znajdę na twitterze. Podniosłam się i podeszłam do biurka po laptopa, po chwili wróciłam i usiadłam z nim na łóżku. Czekając aż komputer się włączy zastanawiałam się gdzie mogłabym znaleźć jakieś informacje. Nie przepuszczałam nigdy, że wcale nie będzie to takie trudne. Kiedy już komputer był gotowy do pracy, szybko zalogowałam się na twitterze i facebook'u. Moje konta na obu portalach były zawalone zaproszeniami, wiadomościami i powiadomieniami od osób, których w życiu nie widziałam na oczy. Postanowiłam, że założę sobie nowe konto na twitterze, nie widziałam potrzeby zakładania nowego konta na fb, ponieważ bardzo rzadko tam zaglądałam. Stwierdziłam jednak, że najpierw poszukam jakiś news'ów. Szukanie w internecie jakiś stronek z informacjami zajęło mi bardzo krótką chwilę. Byłam w szoku kiedy na ekranie pojawiło się kilkadziesiąt propozycji stron z informacjami o brytyjsko-irlandzkim zespole One Direction. Kiedy ostatnio siedziałam w internecie i szukałam informacji o chłopcach, nie było tego aż tyle. Nie zawracałam sobie jednak w tej chwili tym głowy. Kliknęłam pierwszy link. Otworzyła mi się strona, a ja czytałam z niedowierzaniem kolejne informacje.
"Niall właśnie poszedł do sklepu." - przeczytałam i zaczęłam się śmiać. Skąd te dziewczyny biorą te informacje. Ciekawiło mnie czy wiedzą też, kiedy chłopcy korzystają z toalety i za przeproszeniem idą się wysrać. Pokręciłam z niedowierzania głową i czytałam dalej. Chłopcy rzeczywiście byli teraz w studiu, widziałam właśnie zdjęcie zrobione przed sekundą, na którym widać chłopaków witających się z fankami. Wszyscy uśmiechnięci, ale widać było, że są zmęczeni. Najdłużej przyglądałam się Harry'emu. Zauważyłam, że jego loki nie są już tak kręcone jak kiedyś, a na bladej, wychudzonej twarzy nie widać jego uroczych dołeczków. Było mi przykro, że nie zauważyłam tego wcześniej. Byłam zbyt zajęta sobą, za bardzo zapatrzona w siebie, żeby zauważyć, iż mój chłopak znika w oczach. Fanki na pewno mają mi to za złe, bo zapewne zauważyły to szybciej ode mnie. Smutna jechałam w dół strony, kiedy zobaczyłam zdjęcie Harolda z jakąś dziewczyną. Pod zdjęciem widniał napis:
"Wczoraj popołudniu Harry i jego przyjaciółka Cameron, wybrali się na kawę."
Oczom nie wierzyłam. Nie było mi nic wiadomo na temat tego, że Harold był wczoraj na kawie ze swoją "przyjaciółką". W myślach powtarzałam sobie "Spokojnie Wiktoria, musisz mieć do niego zaufanie, bez zaufania nie ma związku..."
-Kim ona do cholery jest?! - krzyknęłam zaciskając zęby. Byłam wściekła. Wyłączyłam szybko stronę, żeby nie patrzeć dłużej na zdjęcie mojego faceta z tą jakże uroczą blondyneczką, która nogi miała do szyi. Wciągnęłam głęboko powietrze i ponownie otworzyłam twittera, na którym huczały plotki, iż ja zerwałam ze Styles'em, który to bardzo cierpi. Ja natomiast podobno szybko pocieszyłam się nowym facetem. Otworzyłam jakiegoś tweeta i zobaczyłam moje zdjęcie w objęciach Marcina.
-Co za podła suka to wrzuciła! - warknęłam. Ponownie poczułam wibracje telefonu. - Czego znowu? - zawyłam wściekła i sięgnęłam po telefon.

"Wiktoria czy możesz mi wyjaśnić co to znaczy? " napisał loczek, a pod spodem widniało wcześniej wspomniane zdjęcie.

"A czy ty możesz mi wyjaśnić co to znaczy?" wystukałam szybko na klawiaturze i dodałam zdjęcie Harry'ego z tą blondyną, po czym kliknęłam wyślij i zabrałam się za zakładanie nowego konta na twitterze. Po krótkiej chwili otrzymałam sms od Harolda.
"To tylko przyjaciółka w przeciwieństwie do twojego zdjęcia nie wyglądamy jak zakochana para"

"To tylko przyjaciel. Dawno się nie widzieliśmy i chyba miałam prawo go przytulić? Poza tym mój
przyjaciel nie ma nóg do sufitu."

"A co jeśli powiem, że nie miałaś prawa? Jesteś tylko moja, nie zapominaj."

"Nie jestem niczyją własnością. A co do tego czy miałam prawo czy nie to ja ustalam, ty możesz sobie pogadać."

"Nie przeginaj! Przecież wiesz, że Cię kocham i tęsknię."

"Chyba jednak wolisz blondynki."

Odłożyłam telefon na szafkę nocną i opadłam na poduszki. Po chwili usłyszałam dzwonek telefonu. Sięgnęłam po komórkę i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił Harry. Niechętnie odebrałam.
-Halo. - powiedziałam bez emocji.
-Kochanie czy ty przypadkiem się nie uderzyłaś w głowę? - spytał poważnie mój chłopak.
-No wiesz! - powiedziałam oburzona, a w odpowiedzi usłyszałam śmiech Styles'a. - Bawi Cię to?
-Cieszę się, że jesteś o mnie zazdrosna. Dla mnie to nowość.
-Ja zazdrosna? Nie żartuj. - prychnęłam.
-Tak kotku, jesteś zazdrosna i cieszy mnie to.
-Tak jestem cholernie zazdrosna, ale dlaczego ty się cieszysz? - spytałam zdziwiona.
-To oznacza, że zależy Ci na mnie. - wyjaśnił mi spokojnie Harry.
-A nie wiedziałeś o tym?
-Kocham Cię. Wytrzymaj jeszcze trochę. Tęsknię za Tobą.
-A ja za Tobą wcale. - powiedziałam z przekąsem.
-Miło mi to słyszeć. - zaśmiał się mój chłopak. - Kiedy jesteś taka zadziorna mam na Ciebie jeszcze większą ochotę. - zamruczał do słuchawki.
-Przestań, bo ślinka mi cieknie. - powiedziałam rozmarzona, a w odpowiedzi usłyszałam śmiech Styles'a. Miałam już go dosyć. Najpierw podsycał atmosferę, a potem się bezczelnie śmiał. - Nie jest mi Ciebie ani trochę żal. Kończ już nagrywać i wracaj. Kocham Cię.
-Ja Ciebie też, a teraz wracam do studia. Dobranoc. - powiedział i rozłączył się.
Nie dotarły do mnie jego słowa. Nadal trzymałam telefon przy uchu. Spojrzałam na zegarek, a po chwili w stronę okna. Powoli zapadał zmierzch. Nawet nie zauważyłam, kiedy zleciał mi cały dzień. Już jutro moje smutne urodziny, które spędzę samotnie. Wyłączyłam komputer i odłożyłam go na biurko. Wyciągnęłam z szafy piżamę i poszłam do łazienki. Po około godzinie wieczornej kąpieli opuściłam łazienkę i ruszyłam do kuchni. Wyciągnęłam miskę i płatki, które wsypałam do miski po czym zalałam je owocowym jogurtem. Kiedy zjadłam wróciłam do pokoju i wskoczyłam do łóżka. Po krótkiej chwili, zmęczona odpłynęłam.

Cześć kochani. Nie będę Wam pisała już, że mi przykro, że tak mało komentujecie. Dziękuję za Wasze ciepłe słowa. One na prawdę motywują do dalszego pisania. Czekam na 20 komentarzy od Was i wstawiam nowy rozdział. Buziaczki ;*




piątek, 13 lipca 2012

Rozdział 42 - "Zwykły dzień"

***TRZY DNI PÓŹNIEJ***

Wczoraj wyszłam ze szpitala. Nadal mam doła po stracie dziecka, jednak dzięki chłopakom, rodzinie i przyjaciołom nie jest najgorzej. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby nie oni.
Obudziłam się o 8. Przeciągnęłam się i spojrzałam odruchowo w bok, lecz nikogo tam nie ujrzałam. Westchnęłam ciężko. Przyzwyczaiłam się zasypiać i budzić się w ramionach mojego faceta, ale nie było go tutaj teraz.
Harry miał wrócić wczoraj, niestety sprawy się skomplikowały i przedłużył swój pobyt w Londynie. Reszta zespołu również wróciła do Anglii, ale w przeciwieństwie do mojego chłopaka nie miałam się już z nimi zobaczyć. Oni także chcieli spędzić czas ze swoimi rodzinami, a w dodatku Lou tęsknił za El. Będę za nimi cholernie tęsknić. Już mi ich brakuje.
Przeturlałam się na drugi koniec łóżka i w efekcie spadłam na podłogę.
-Ałć. Syknęłam i szybko zerwałam na równe nogi, jakby w obawie, że ktoś ujrzy mój upadek. Chwiejnym krokiem ruszyłam do łazienki. Kiedy zobaczyłam się w lustrzę, aż mnie odrzuciło. Moje odbicie przypominało jakiegoś zombie. Skrzywiłam się na tą myśl i sięgnęłam po szczoteczkę do zębów. Gdy skończyłam pielęgnację jamy ustnej, przemyłam twarz i doprowadziłam włosy do porządku. Skończywszy akcję "zabić zombie" zeszłam do kuchni w celu zjedzenia śniadania. Z dołu dochodziły piękne zapachy. Dzisiaj sobota, więc moja kochana rodzicielka jest w domu. Weszłam uśmiechnięta do pomieszczenia i ujrzałam drobną kobietę, przygotowującą koktajl.
-Dzień dobry mamuś. - powiedziałam wesoło i podarowałam mamie buziaka.
-Hej córciu. Już wstałaś? Myślałam, że jeszcze pośpisz i zdążę dokończyć moje dzieło. - zaśmiała się mama.
-Jak mogłabym spać, kiedy tutaj tworzy się historia? - uśmiechnęłam się do mamy i zajęłam miejsce przy stole. - Widzę, że pani nie próżnuje. Gofry na śniadanie? - zdziwiłam się.
-No chciałam jakoś osłodzić Wam życie, ostatnio tyle się wydarzyło. - powiedziała mama, a na mojej twarzy pojawił się grymas i poczułam ukłucie w sercu. Mama miała racje. W naszym życiu ostatnio nie trudno o nieszczęście. Nie chcąc się rozkleić, odchrząknęłam i przełknęłam ślinę. Nagle w kuchni zjawił się mój brat, jednocześnie przeganiając dziwne uczucia wywołane w mojej głowie.
-Cześć siostra. - podszedł do mnie i pocałował w czoło. - Hej mamuś. - przywitał się z mamą tym samym gestem, którym witał się ze mną.
-A co ty taki wesolutki? - spytałam.
-Zawsze jestem wesolutki. - odparł mój braciszek.
To fakt, Ksawery zawsze promieniał radością, ale to była inna radość. Taka podstępna.
-Poza tym dzisiaj sobota, co oznacza, że mama ma wolne i robi pyszne śniadanko. - zaśmiał się mój brat, jakby czytał mi w myślach.
-Ale ty jesteś cwany. - uśmiechnęłam się pod nosem. - Czy ty przypadkiem czegoś nie chcesz? - spytałam podejrzliwie.
-To, że chciałem iść na imprezę, a nie mam pieniędzy jeszcze o niczym nie świadczy. - Ksawery spojrzał na mnie z cwaniackim uśmieszkiem.
-Ha! Przejrzałam Cię. Za kim ty jesteś taki interesowny? - pokręciłam głową z niedowierzaniem.
-Ile potrzebujesz? - spytała moja mama, serwując nam pyszny koktajl.
-Sto złoty? - spytał mój brat robiąc przepraszającą minę, a mama pokiwała tylko głową na znak, że się zgadza i skierowała w stronę korytarza.
-Czekaj mamo! - krzyknęłam nie odrywając wzroku od chłopaka. - Ja mu dam tą stówę.
-Nie Wiktoria. To są twoje pieniądze. Ty też masz swoje potrzeby. - sprzeciwiła mi się mama.
-Moje potrzeby nie są tak wygórowane jak Ksawerego. - uśmiechnęłam się i wstałam od stołu.
-Bo masz chłopaka, który... - zaczął mój brat.
-Nawet nie kończ! - pogroziłam palcem. - Ja nie lecę na jego fortunę. Nie czekam na prezenty. Odkąd jesteśmy razem, Harry kupił mi tylko to. - wskazałam na bransoletkę znajdującą się na moim nadgarstku. - Dla mnie to aż nadto. Zastanów się zanim znowu powiesz coś równie głupiego. - powiedziałam się i skierowałam się do pokoju.
Pieniądze miałam jeszcze z zeszłego roku, kiedy to pracowałam w kawiarni. Odłożyłam sobie pieniądze i wcale ich nie wydałam, ponieważ moja mama co miesiąc dawała nam jakąś gotówkę, więc nie widziałam potrzeby wydawania oszczędności. Wzięłam potrzebną ilość pieniędzy i wróciłam do kuchni.
Mój brat jadł już śniadanie, a mama piła kawę. Również zajęłam miejsce przy stole i podsunęłam bratu banknot, po czym zabrałam się za jedzenie. Ksawery spojrzał na mnie wzrokiem zbitego psiaka.
-Nic nie mów. - powiedziałam, widząc, że zbiera się żeby coś powiedzieć.
Po skończonym śniadaniu, pomogłam mamie w sprzątaniu i wróciłam do siebie, żeby się ubrać. Pogoda dzisiaj nie była najpiękniejsza, za oknem było szaro i wiał wiatr, ale nie zapowiadało się na deszcz. Wyciągnęłam z szafy czarne leginsy, białą tunikę, a do tego szary sweterek. Wzięłam wybrany zestaw i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i po 20 minutach byłam gotowa. Postanowiłam pójść na spacer. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i skierowałam się do wyjścia. Założyłam sandały – rzymianki i opuściłam dom. Moją twarz owiał ciepły, sierpniowy wiaterek. Wciągając głęboko powietrze, ruszyłam przed siebie. Pokonywałam kolejne ulice rozmyślając o wszystkim i o niczym. Już jutro miałam urodziny, a nie zapowiadały się one najlepiej. Mój chłopak został dłużej w Londynie i nie zapowiadało się na to, aby miał wrócić w najbliższym czasie. Również moi przyjaciele wrócili do domu. Pozostało mi więc skromne świętowanie w gronie najbliższych. Nie zależało mi na hucznej imprezie, ale byłoby mi niezmiernie miło mieć przy sobie swojego ukochanego podczas mojego własnego święta. Westchnęłam ciężko. Postanowiłam wpaść do Julki. Całe szczęście nie mieszkała daleko ode mnie i już stałam pod jej domem. Podeszłam do drzwi i nacisnęłam na dzwonek. Po chwili czekania, drzwi otworzyły się i ukazała mi się twarz mamy mojej przyjaciółki.
-Dzień dobry. - powiedziałam uśmiechnięta. - Jest Julia?
-Witaj Wiki. Niestety minęłaś się z nią. Jakieś 10 minut temu wyszła z domu. Powiedziała, że ma ważną sprawę do załatwienia i będzie pod wieczór. - odpowiedziała pani Magda.
-No trudno. Dziękuję i do widzenia. - uśmiechnęłam się i wyszłam za ogrodzenie. Stanęłam na środku chodnika i rozejrzałam dookoła. "Gdzie ona mogła pójść?" - pomyślałam. Nie zastanawiając się dłużej wyciągnęłam telefon z torebki i wykręciłam numer przyjaciółki. Niestety jak na złość nie odbierała. Wybrałam numer jeszcze raz i czekałam.
-Po usłyszeniu sygnału zostaw wiadomość. - usłyszałam po chwili.
Zrezygnowana wrzuciłam komórkę do torebki i ruszyłam przed siebie, nawet nie zastanawiając się gdzie idę. Po chwili poczułam, że ktoś chwyta mnie za ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego kolegę z klasy, Marcina.
-Hej. - powiedziałam radośnie i przytuliłam chłopaka.
-No wołam Cię już jakąś chwilę, a ty nie zwracasz na mnie uwagi. - zaśmiał się Marcin.
-Przepraszam, zamyśliłam się. Co ty tu robisz?
-Właśnie wybierałem się do centrum, a ty?
-No ja byłam u Julii, ale nie ma jej w domu, więc szwendam się sama. - po moich słowach oboje zaczęliśmy się śmiać.
-To może pójdziesz ze mną? - spytał.
-No okay. - uśmiechnęłam się.
Chłopak objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w wybranym kierunku. Po przejściu kilku metrów zaczął boleć mnie brzuch ze śmiechu. Marcin był najbardziej zabawnym kolesiem w szkole i nie ukrywam, że przystojnym. Wśród jego znajomych było kilka dziewczyn, które się w nim kochały, ale Marcin nie był typem, który wyrywałby dziewczyny na jedną noc. On szukał tej jedynej. Odkąd poznaliśmy się w szkole, zawsze ze sobą spędzamy czas. Chodziły kiedyś plotki, że jesteśmy parą, ale my się tylko przyjaźniliśmy. Nas samych bawiły te pogłoski.
-No przestań już. - śmiałam się jak nienormalna.
-Ale co ja Ci robię? - chłopak spytał, jakby nie wiedząc o co mi chodzi.
-Bo wrócę do domu.
-O nie! Tylko nie to! Nie zostawiaj mnie, proszę. Jeszcze mnie napadną i zgwałcą.
-W to mogłabym uwierzyć. - uśmiechnęłam się, próbując złapać oddech. - To co robimy? - spytałam stając na środku placu.
-Wiem, że nie jestem może tak rozrywkowy jak Ci twoi, ale zaraz coś wymyślimy. - uśmiechnął się pod nosem Marcin i rozejrzał dookoła.
-Możesz przestać? - spytałam nieco poważniej.
-Co ja Ci znowu robię? - spojrzał na mnie, a ja w odpowiedzi posłałam mu wrogie spojrzenie. - Przecież wiesz, że nie powiedziałem tego złośliwie. Oj daj już spokój. Kiedyś nie byłaś taka przewrażliwiona.
-Ach, więc jestem przewrażliwiona? Bo bronię przyjaciół? Jeśli twoim zdaniem... - zaczęłam, ale przerwał mi kładąc palec na moich ustach i spojrzał mi w oczy.
-Przepraszam. - szepnął i pocałował mnie w czoło. - To było głupie, masz rację. - przytulił mnie do siebie. Staliśmy tak chwilę, kiedy zobaczyłam w oddali jakąś dziewczynę robiącą nam zdjęcia.
-Marcin. - szepnęłam.
-Tak?
-Nie powinnam okazywać Tobie takich czułości. Jestem w związku z najbardziej popularnym facetem na całym świecie, a jakaś dziewczyna, zapewne fanka, robi nam właśnie fotki. - wytłumaczyłam, a Marcin automatycznie oderwał się ode mnie i spojrzał w stronę dziewczyny. Nie minęła sekunda, a widziałam, że biegnie w jej stronę. Wystraszona dziewczyna zaczęła uciekać, a ja ruszyłam szybkim krokiem za nimi. Dla osób przyglądających się z boku, wyglądało to komicznie. Po kilku minutach chłopak dogonił naszą uciekinierkę.
-Skasuj je. - zażądał Marcin.
-Ale co? - spytała dziewczyna.
-Zdjęcia, które robiłaś mi i mojej przyjaciółce.
-A jeśli nie to?
-To pójdziesz ze mną na najbliższy posterunek policji i przy nich je skasujesz. - powiedział poważnie chłopak.
-Miałam prawo je robić. Wiktoria jest osobą publiczną.
-Ale ja nie jestem. Usuń je!
Przyglądałam się całej tej sytuacji z boku. Dziewczyna spojrzała na mnie ze złością w oczach i posłusznie zrobiła to o co prosił ją mój przyjaciel. Po kilku minutach było po sprawie. Marcin pożegnał się z dziewczyną i wróciliśmy do miejsca, w którym przed chwilą nas przyłapano.



Hej kochani. Wiem, że długo nic nie dodawałam, ale nie miałam czasu. Mimo tego, że są wakacje, ja nie mam wolnego. Jak już pewnie zauważyliście, zmieniłam nieco wygląd bloga. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Jeśli nie to piszcie w komentarzach. Dziękuję Wam za poprzednie 28 komentarzy. Liczę, że tym razem również uzyskam równie dużo. Pojawił się nowy bohater, Marcin. Będzie to jednowątkowa postać, no może jeszcze się kiedyś pojawi, ale nie jest on najważniejszym w tej historii. Jednak przedstawię go Wam. Buziaczki ;*

MARCIN - lat 19, kolega Wiktorii, chodzą do jednej klasy.



niedziela, 8 lipca 2012

Rozdział 41 - "Odpoczynek"


Obudziłam się około 4 rano. Za oknem robiło się co raz jaśniej. Strasznie ścierpła mi ręka, już chciałam nią poruszyć, kiedy zorientowałam się, że trzyma ją Harry. Uśmiechnęłam się do siebie na ten widok. Mój chłopak zasnął przy moim łóżku. Siedział na fotelu, głowę miał położoną przy mojej dłoni, która mocno ściskał.. Co prawda ścierpła mi ona i czułam niemiłe mrowienie, ale za to poczułam przyjemne ciepło wokół serca. Cieszyłam się, że mam Harry'ego. On dawał mi powód do uśmiechu. Zastanawiałam się jak długo on ze mną wytrzyma. Niedługo dla naszego związku miał zacząć się trudny okres. Czas miał pokazać, czy nasza miłość jest na tyle silna, by przetrwać. Rozmawialiśmy już o tym. Co prawda było ciężko przekonać do tego zarówno Harolda jak i chłopaków, ale w końcu ustaliliśmy, że zostanę do końca szkoły w Polsce, a chłopcy wrócą do swojego życia. Tak na prawdę to ja to zaproponowałam, a Hazza tylko się zgodził, ale nie miał innego wyjścia. Nie rzuciłabym szkoły kiedy już prawie zakończyłam swoją edukację.
Od 3 września chłopcy wracają w trasę koncertową. Nie będziemy mogli się spotykać. Pozostaną nam jedynie rozmowy na skypie czy przez telefon. Będzie mi go cholernie brakować, ale jeśli chcemy być razem musimy to przetrwać. No właśnie, czy chcemy być ze sobą już na zawsze? Moja odpowiedź była oczywista. Chcę się przy tym lokowanym cudzie zestarzeć, ale czy on chce tego samego? Twierdzi, że tak, więc mi pozostaje mu zaufać i czekać.
Moje rozmyślania trwały dość długo. Koło 6 rano przyszła pielęgniarka sprawdzić czy wszystko jest w porządku, podać mi leki przeciwbólowe i zmierzyć temperaturę. Skąd wiedziałam, że jest 6 rano? W Polskich szpitalach zawsze przychodzi jakaś pielęgniarka o tej godzinie sprawdzić stan pacjenta. Nie pytajcie skąd o tym wiem. Przykre wspomnienia.
-Dzień dobry. Jak się pani czuję? - spytała cicho kobieta, kiedy zorientowała się, że mam gościa.
-Fizycznie dobrze. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Rozumiem, ale nie może się pani załamywać. - uśmiechnęła się delikatnie kobieta.
-Mam na imię Wiktoria i tak proszę do mnie mówić. Nie jestem żadną panią. - uśmiechnęłam się.
-Dobrze zapamiętam Wiktorio. - zaśmiała się pielęgniarka. - Nie martw się. Po burzy zawsze przychodzi słońce. - powiedziała i zostawiła mnie samą z moim chłopakiem.
Leżałam tak jeszcze chwilę, patrząc na mojego aniołka, kiedy zaczął się budzić.
-Dzień dobry. - szepnął swoim zachrypniętym głosem i pocałował mnie.
-Dzień dobry kochanie. - odpowiedziałam. - Powinieneś iść do domu zjeść coś, odświeżyć się i porządnie wyspać. Myślę, że wytrzymam te kilka godzin. - uśmiechnęłam się.
-Wolę zostać z Tobą. W końcu niewiele czasu nam zostało. - posmutniał.
-No właśnie, musisz dbać o siebie. Niedługo zaczynasz trasę.
-Dbać to ja muszę o mój skarb. - uśmiechnął się i położył rękę na moim brzuchu. Chyba zrobił to nieświadomie, bo kiedy się zorientował szybko ją zabrał i spojrzał na mnie smutno. Między nami zapadła niezręczna cisza.
-Chodź połóż się koło mnie. - powiedziałam poklepując miejsce na łóżku. Harry podniósł się i zrobił to, o co prosiłam. Objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w jego klatkę. Czułam jego delikatne perfumy i bicie serca.
-Myślisz, że będziemy mieć jeszcze dzieci? - spytałam cicho.
-Przecież obiecałem, że będziemy mieć jeszcze gromadkę. - zaśmiał się Harold.
-Kocham Cię. - podniosłam głowę do góry i spojrzałam w oczy loczkowi, na co on uśmiechnął się zadziornie i obdarował mnie namiętnym pocałunkiem.
-Wiki? - spytał kiedy się od siebie oderwaliśmy.
-Tak?
-Dzwonił wczoraj do mnie menager.
-I..?
-Muszę wrócić jutro do Londynu załatwić kilka spraw w związku z trasą i płytą. - powiedział smutno.
-Co? Nie zostaniesz na moich urodzinach? Czyli już się nie zobaczymy? - w moich oczach stanęły łzy.
-Spokojnie. - zaśmiał się mój chłopak. - Lecę tylko na dwa dni. Podpiszę kilka papierów, spotkam się z jakimiś dziennikarzami, pozałatwiam sprawy i wracam. - wyjaśnił Styles.
-Nie wiem jak wytrzymam tą trasę. - powiedziałam.
-Mi nie będzie wcale łatwiej. Chciałbym Cię zabrać ze sobą, nadal możemy zmienić decyzję. - uśmiechnął się Harry.
-Nie pojedziesz w trasę?
-Przecież wiesz, że nie o tym mówię wariatko.
-A ty doskonale wiesz, że już postanowiłam. Nie rzucę szkoły, nie teraz.
-Wcale nie musisz rzucać szkoły. Załatwilibyśmy prywatne nauczanie. - uśmiechnął się szeroko chłopak.
-Daj spokój. Nie jestem żadną księżniczką. Poza tym za to się płaci, a mnie nie stać na takie wybryki.
-Ale ja bym za to zapłacił. W końcu to dla mojej księżniczki.
-Twoja księżniczka nie chce takich prezentów. Nie chcę, żeby wszyscy gadali, że lecę na twoją kasę. - powiedziałam poważnie.
-Ale to też dla mojej przyjemności. Miałbym Ciebie przy sobie. - posmutniał Hazz.
-Nie wracajmy do tego. To już postanowione, dobrze nam to zrobi. - pocałowałam Harry'ego.
-Mi to ani trochę dobrze nie zrobi. Wręcz przeciwnie.
-Och kochanie. Już, skończmy ten temat. - przytuliłam się do chłopaka.
-Hej Wiki. - drzwi się otworzyły i do sali wpadli chłopcy z Julką.
-Tak nam przykro. - powiedział Lou i podszedł mnie przytulić. - Byłabyś wspaniałą mamą.
-Louis... dziękuję. - odparłam wypłakując się w jego rękaw.
-Teraz ja. Spadaj. - powiedziała Julka do chłopaka odpychając go od siebie. Zdziwiłam się, bo mówiła po angielsku. Spojrzałam na nią przez łzy i mimowolnie uśmiechnęłam się.
-Chodź tu do mnie. - przytuliła mnie przyjaciółka. - Będziesz miała jeszcze pewnie kilka małych Styles'iątek. - uśmiechnęła się Julka, a ja zachichotałam.
-Dzięki. - powiedziałam wycierając łzy. Odwróciłam się w stronę chłopców. Zauważyłam, że Harry też płakał, bo miał czerwone oczy. Podszedł do mnie i mnie przytulił po czym pocałował we włosy.
Usiedliśmy na łóżku. Harry siedział za mną, a ja opierałam się o jego klatkę piersiową. Zayn usiadł na fotelu, na którym wcześniej siedział Harry, Liam usiadł na jego oparciu, a Louis zajął miejsce na drugim fotelu. Julka z Niall'em stali przed łóżkiem.
-Przynieśliśmy Ci twojego laptopa i słuchawki, żebyś mogła posłuchać sobie muzyki. - powiedział Zayn i podał mi torbę z komputerem na łóżko.
-Dziękuję. - cmoknęłam chłopaka w policzek, a Harry odciągnął mnie od niego i przytulił mocniej do siebie.
-Tak słodko wyglądacie. - zaśmiał się Niall. - Jak stare dobre małżeństwo.
-Och, Niall ma rację. Zabrałaś mi mojego loczka. - zapłakał Louis, a Zayn automatycznie go przytulił. Oczywiście nie obyło się bez śmiechu.
-Ej, Horan. - szepnął cicho Harry.
-Co Styles?
-Ty coś z Julią? Coś tam robicie?
-A ty z Wiki? Coś tam, tego? - Niall zaczął robić jakieś dziwne ruchy.
-Styles weź ty się sobą zajmij! - powiedziała oburzona Julia, a nas zatkało.
-Niall czego ty jej uczysz? Ona za bardzo wygadana jest. - oburzył się Louis.
-Ja nad nią jeszcze pracuje. - zaśmiał się blondyn, a wszyscy mu zawtórowali.
-Jak ty z nimi wytrzymujesz? - spytała zezłoszczona dziewczyna. - Przecież oni doprowadzają człowieka do szału.
-Ja ich kocham. Przyzwyczaiłam się do ich zachowania. - uśmiechnęłam się w odpowiedzi.
-Też nas pokochasz. Potrzebujesz tylko czasu, żeby się z nami oswoić. - Liam podszedł do mojej przyjaciółki i objął ją ramieniem.
-Ty jeden wydajesz się normalny w tym towarzystwie. - powiedziała Julka składając powoli zdanie.
-I przy okazji nauczysz się angielskiego. - uśmiechnął się promiennie Liam.
-Możesz mówić trochę wolniej?
Louis chcąc zrobić na złość dziewczynie zaczął mówić pojedynczymi wyrazami.
-I...nauczysz...się... angielskiego...rozumiesz? - spojrzał złośliwie.
-Rany! - zawyła Julia i oparła głowę o ramie Irlandczyka, a ten ją objął ramieniem.
-Uuuu – wszyscy zaczęli bić im brawo, a Niall zarumienił się.
Cały dzień spędziliśmy na wygłupach. Julka została ze mną do późna, kiedy poprosiłam chłopców, żeby zabrali Harry'ego do domu, dali mu jeść i go wykąpali. Oczywiście swoją pomoc w kąpieli mojego chłopaka zaproponował Louis. Kiedy już zostałyśmy z Julią same, moja przyjaciółka powiedziała mi, że chłopcy wcale nie są tacy źli tylko czasem upierdliwi i zaczyna ich powoli lubić. Kiedy spytałam czy podoba jej się Horan, tylko się zaczerwieniła i szybko zmieniła temat. Wiedziałam, że coś jest na rzeczy, ale nie chciałam jej zawstydzać. Kiedy już Julia zbierała się do wyjścia było około godziny 19. Pod wieczór odwiedził mnie jeszcze mój braciszek. Stwierdził, że nie chciał mi przeszkadzać, bo wiedział, że chłopcy mnie odwiedzą i dla tego nie przyszedł wcześniej. Tak samo jak cały zespół pocieszył mnie i powiedział, że na pewno będę jeszcze nie raz szczęśliwą mamą. Około godziny 21 poszedł do domu, a ja zostałam sama. Włączyłam komputer, który zostawił mi Zayn i weszłam na jakiś pierwszy lepszy portal plotkarski. Na głównej stronie zobaczyłam swoje zdjęcia z tego feralnego dnia i wielki napis: "Dziewczyna Harry'ego Styles'a straciła dziecko! Czy ojcem był jej chłopak?" Tego już było za wiele! Zrobili ze mnie jakąś puszczalską. Wkurzyłam się, ale po chwili uspokojenia pomyślałam, że i tak nic z tego nie jest prawdą, a te szmatławce zawsze coś wymyślą. Przewinęłam więc stronę dalej. Następny artykuł był o koncercie Justina Biebera w Polsce. Zapowiedzią była jakaś piosenka z jego najnowszej płyty. Z ciekawości włączyłam piosenkę o tytule "Believe". Kiedy usłyszałam pierwsze nuty wiedziałam już, że zakochałam się w tej piosence. Szczególnie, że tekst by wzruszający. Justina znałam bardziej z piosenki "Baby", która nie była najlepiej postrzegana. Kiedyś sam Bieber nie był najlepiej postrzegany, ale chyba mniej się słyszy o jego antyfanach. Z ciekawości weszłam na youtube i posłuchałam innych piosenek z jego płyty. Nie wierzyłam sama w to co pomyślałam, ale pierwsza moja myśl po przesłuchaniu kilku piosenek brzmiała: "Nie poznaję Cię Bieber. Masz zajebistą muzykę." Zaczęłam rozumieć Niall'a. Chociaż ten wesoły Irlandczyk kochał nie tylko muzykę Justina, ale nawet jego. Ja aż tak daleko się nie posunęłam i po prostu polubiłam piosenki z jego nowej płyty. Pomyślałam, że fajnie byłoby pójść na koncert. Nie wiem nawet kiedy zasnęłam wsłuchując się w piosenkę "Die In Your Arms." Myślałam wtedy o Haroldzie i odpłynęłam.

Cześć Wam. Ostatnio te komentarze nie są powodem do dumy i radości, ale staram się jak mogę. Nie wiem czym jest spowodowany spadek ilości osób piszących swoje opinie, ale cieszę się, że chociaż została niewielka grupka wiernych czytelników to jesteście tutaj ze mną. Dziękuję. Napisałam nieco dłuższy rozdział niż zazwyczaj. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni i zachęci Was to do zostawiania komentarzy. Buziaczki ;*

image

czwartek, 5 lipca 2012

Rozdział 40 - "Utracone szanse"


***OCZAMI HARRY'EGO***

Siedziałem na izbie przyjęć w oczekiwaniu na jakieś wiadomości na temat stanu Wiktorii. Ze mną był Liam, który przyjechał razem z nami. Po chwili pojawili się Zayn i Louis wraz z Paul'em. Podbiegli do nas i zaczęli się przekrzykiwać zadając pytania.
-Co z Wiktorią? - zapytał zdenerwowany Zayn. - Wiadomo już coś.
-Nadal robią badania. - odpowiedział spokojnie Liam i poklepał mnie po ramieniu. - Będzie dobrze, stary.
Spojrzałem na niego zdenerwowany, bardziej na siebie niż na niego.
-Co wy właściwie robiliście? - spytałem Payne.
-A co mielibyśmy robić? - zdziwił się chłopak.
-No coś musieliście robić. Przecież od niczego nie zwijałaby się z bólu. Coś ty jej zrobił? - wrzasnąłem na Liam'a, szarpiąc go za koszulę.
-Uspokój się. Byliśmy w parku pogadać. Z resztą jutro na pewno ukarzą się artykuły w gazetach.
-Jeśli się dowiem, że coś jej zrobiłeś, to Cię zabiję! Obiecuję Ci to! - warknąłem wkurzony.
W tej chwili podszedł do nas lekarz mówiąc coś, ale niestety w języku polskim.
-Przepraszam, ale my jesteśmy z Anglii. Nie znamy polskiego. - wytłumaczył Paul.
-Czy jest pan ojcem panny Szulc? - spytał lekarz.
-Nie. - odpowiedział Paul.
-Ja jestem jej chłopakiem. - powiedziałem. - Co z Wiktorią?
-Zapraszam pana do mojego gabinetu. - powiedział poważnie lekarz i ruszył korytarzem. Poszedłem za nim. Nie znosiłem tej niepewności. Chciałem już być przy Wiki. Kiedy znaleźliśmy się w gabinecie, mężczyzna kazał mi usiąść, więc posłusznie wykonałem polecenie.
-Panie doktorze, co z moją dziewczyną? - powtórzyłem pytanie.
-Pannie Wiktorii już nic nie zagraża. Dobrze, że w tak krótkim czasie, znalazła się w szpitalu. Inaczej mogło się to źle skończyć. Pańska dziewczyna miała dużo szczęścia.
-Ale co jej się stało? - podniosłem ton głosu.
-Spokojnie. Wiktoria była w ciąży, ale pod wpływem stresu i wysiłku poroniła. Zarodek nie zagnieździł się na tyle dobrze, żeby przeżyć. Przykro mi. - mówił lekarz, a ja słuchałem tego co mówi jak zahipnotyzowany. Byłem w takim szoku, że miałem wrażenie, że zaraz zemdleję.
-Ja mogłem być ojcem? Czy właśnie...? - nie dokończyłem. Nie potrafiłem nazwać tego słowami.
-Tak, właśnie straciliście państwo dziecko. - dokończył za mnie lekarz. - Niedawno pańska dziewczyna miała wypadek, w wyniku czego doszło do zniekształceń wewnątrz organizmu, przez które mogą mieć państwo trudności w staraniu się o dziecko. Przy wypisie ze szpitala pańska dziewczyna dostała zalecenia do dalszej rehabilitacji i oszczędzania organizmu, jednak jak widać nie dostosowała się do nich. Czy wiedział pan o tym? - spytał lekarz.
-Wiedziałem, że Wiktoria miała wypadek, ale nie mówiła mi o tym, że stało się jej coś poważnego. - odpowiedziałem.
To wszystko przeze mnie. Straciliśmy dziecko. Ja i Wiktoria, mielibyśmy dziecko. Bylibyśmy rodzicami takiego małego potworka, gdyby nie doszło do tego cholernego wypadku. W tej chwili wyobrażałem sobie jak ono mogło wyglądać. Na pewno miało by loki i słodkie dołeczki w różowiutkich policzkach. Uśmiechnąłem się do siebie, kiedy przed oczami stanął mi obraz mojej córeczki bądź synka, a po policzku spłynęła łza.
-Czy to wszystko? - spytałem nieobecny lekarza. - Mogę odwiedzić moją dziewczynę?
-Tak, ale proszę nie przemęczać pacjentki. Panna Wiktoria jest na bardzo silnych lekach przeciwbólowych.
-Dziękuję. - wstałem i wyszedłem z gabinetu.
-Sala 301. - krzyknął za mną lekarz.
Kiedy stanąłem na korytarzu, oparłem głowę o ścianę i rozpłakałem się. Uderzałem ręką w ścianę sprawiając sobie tym ból, ale bardziej bolał mnie fakt, iż w tej chwili dowiedziałem się, że straciliśmy z Wiktorią nasze dziecko. Nagle przy mnie zjawili się chłopcy.
-Co się stało? - spytał Lou, a ja odwróciłem się w ich stronę. - Dlaczego płaczesz? Co się stało Wiktorii? - przeraził się mój przyjaciel.
-Ja... mogłem być ojcem. Wiktoria była w ciąży, ale poroniła. - rozpłakałem się i wtuliłem się w ramię Louis'a.
Staliśmy tak w milczeniu dłuższą chwilę. Odkleiłem się od Tomlinsona i wytarłem mokre od łez oczy. Chłopcy stali wpatrzeni we mnie. Czekali chyba na jakiś ruch z mojej strony. Na ich twarzach malował się szok i niedowierzanie.
-Możemy ją odwiedzić? - spytał niespodziewanie Zayn.
-Najpierw chciałbym pobyć z nią sam. Poczekacie chwilę? - spytałem drżącym głosem.
-Jasne. Jakby co, to będziemy przed salą. - uśmiechnął się do mnie Louis.
-Dzięki. - starałem się uśmiechnąć, ale nie potrafiłem. Ruszyłem w kierunku sali, na której znajdowała się Wiktoria. Cały się trząsłem. Kiedy już znalazłem się przed drzwiami do sali, wciągnąłem powietrze do płuc i nacisnąłem na klamkę.


***OCZAMI WIKTORII***

Nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko w tak młodym wieku, ale myśl, że mogłam je mieć, lecz je straciłam z własnej winy dołowała. Było mi ciężko na sercu, ale również dlatego, że wiedziałam iż Harry chciał mieć dziecko. Leżałam pogrążona w myślach, kiedy drzwi od sali otworzyły się , a w nich stanął Harry. Kiedy go ujrzałam łzy stanęły w moich oczach. Harold zbliżył się szybko do mnie i mocno mnie przytulił. Wtuliłam się w jego ramiona.
-Przepraszam. - wydusiłam z siebie i rozkleiłam się do końca.
-To nie twoja wina kochanie. Już dobrze, nie gniewam się. - Harry spojrzał w moje oczy i pocałował mnie. On także płakał. Wiedziałam, że go zawiodłam. Kiedy się od siebie oderwaliśmy Harry usiadł na skraju łóżka i chwycił moją dłoń. Mocną ją zacisnęłam. Cieszyłam się, że jest teraz ze mną, że się ode mnie nie odwrócił, ale i tak wiedziałam, że nie spełniłam jego oczekiwań.
-Straciliśmy je. - szepnęłam.
-Będziemy mieć jeszcze gromadkę dzieci. - mój chłopak uśmiechnął się i położył swoją dłoń na moim policzku. Kciukiem wytarł moje łzy.
-Wiem, że Cię zawiodłam. Przepraszam.
-Wiktoria, kochanie. Powtarzam Ci, że to nie twoja wina. Jedyną osobą, którą możesz winić jestem ja. To przeze mnie wpadłaś pod ten samochód. Jestem głupi, dlatego teraz tu jesteś. To ja Ciebie przepraszam. Wybacz mi.
-Kochanie nie jestem zła, zrobiłam to co powinnam. - uśmiechnęłam się delikatnie.
Nagle w sali pojawiła się moja mama. Kiedy zobaczyła mnie podbiegła do mnie roztrzęsiona.
-Córeczko! Co się stało? - spytała zapłakana.
-Byłabyś babcią. Straciłam moje dziecko. - znów poczułam łzy na policzkach.
-Co? Jak to? Byłaś w ciąży? Nic mi nie powiedziałaś? - moja mama zadawała milion pytań na sekundę.
-Sama nie wiedziałam. Gdybym wiedziałam to bym o siebie dbała. Straciłam je, rozumiesz! - krzyknęłam w stronę mojej mamy.
-Już dobrze, nie płacz. Może dobrze się stało. - powiedziała moja matka, a ja własnym uszom nie wierzyłam.
-Słucham?! Mamo, jak możesz?!
-Przecież nie chciałaś mieć dziecka. Poza tym teraz nie czas na dzieci. Masz szkołę, musisz zająć się nauką. - ciągnęła moja mama, a ja zapomniałam, że jest tu również Harry, który w tej chwili podniósł się z łóżka i ruszył w stronę drzwi.
-Kochanie, gdzie idziesz? Zostań ze mną, proszę.
-Spokojnie, zaraz wrócę. Idę do chłopaków. Oni też się martwią. Kocham Cię, zaraz jestem z powrotem.
Nieco uspokojona spojrzałam z wyrzutem na mamę. Myślałam, że u mamy zawsze będę miała poparcie nie zależnie od tego jak postąpię, jednak teraz wiem, że się myliłam.
-Kochanie, wiesz, że we mnie masz poparcie zawsze, niezależnie od tego co zrobisz. - powiedziała jakby czytała w moich myślach. - Wiem, że cierpisz, ale zastanów się. Czy nie lepiej, że ...
-Nawet nie dokańczaj. - podniosłam głos i skarciłam mamę wzrokiem. - Wiem, że masz swoje racje, ale to boli. Postaw się w mojej sytuacji. Nie chcę się z Tobą kłócić, nie teraz.
-Już dobrze, przepraszam. - mama przytuliła mnie mocno. - Połóż się i prześpij. Powinnaś teraz wypoczywać.
Zrobiłam co kazała moja mama. Zwinęłam się w kłębek i chwyciłam rękę mojej mamy. Drugą ręką moja mama głaskała mnie po głowie. Czułam się jak mała dziewczynka. Rozmyślałam jeszcze chwilę, ale zmęczona wrażeniami i wyczerpana psychicznie zasnęłam.


No kochani. Dwa rozdziały jednego dnia, nie mogę uwierzyć. Co prawda pomogłam Wam z tymi komentarzami, a sama nie mogłam się doczekać kiedy wstawię ten rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba i będzie to zaskoczeniem. Chciałam być oryginalna i wydaje mi się, że zrobiłam to! Nie jestem pewna, ale nie czytałam jeszcze podobnej historii na blogach, a uwierzcie przeczytałam wiele, zanim sama postanowiłam zacząć pisać. Czekam na kolejne 25 komentarzy i już zastanawiam się nad dalszymi losami naszych bohaterów ;) Buziaki ;*


image


image


Rozdział 39 - "Tak będzie lepiej"


Odebrałam uradowana, że Harry nie jest na mnie zły.
-Kochanie, gdzie jesteś? - spytałam wesoło.
-Nie ważne. Chciałbym Ci powiedzieć coś ważnego. - powiedział poważnym tonem chłopak.
-Ważnego? Jesteś zły? Proszę wróć do domu, porozmawiamy. - poprosiłam.
-Wiktoria, ja nie wrócę. Nie teraz. Wydaje mi się, że powinniśmy zrobić sobie przerwę. - Harry zamilkł.
-Zrywasz ze mną? To koniec?
-Potrzebujemy przerwy. We wrześniu zaczynamy z chłopakami trasę. Muszę się skupić na muzyce, na zespole. To dobry moment, żeby się przekonać, czy zależy nam na sobie. Przepraszam.
-To przeze mnie, prawda? - mój głos zadrżał.
-Nie. To niczyja wina. Tak będzie lepiej. - po tych słowach Styles się rozłączył.
Ja nadal stałam na środku pokoju, trzymając telefon przy uchu. Nie potrafiłam pozbierać myśli. Nagle zapomniałam jak się oddycha. Zakręciło mi się w głowie. Musiałam usiąść na łóżku. Próbując uświadomić sobie co stało się przed chwilą, spędziłam kilka minut w ciszy. Nagle do pokoju wbiegł mój brat.
-Hej Wiki. - podbiegł i pocałował mnie w policzek. - Co tu tak spokojnie? Własnego domu nie poznaję. - zaśmiał się donośnie.
Nie odpowiedziałam mu nic. Siedziałam patrząc się tępo w podłogę. Harry potrzebował przerwy. "Muszę się skupić na muzyce." - wciąż słyszałam te słowa w mojej głowie. Ja mu tylko przeszkadzałam. Bądźmy ze sobą szczerzy. Jestem nikim. Co ja sobie myślałam? Że Harry Styles, znany piosenkarz, przystojny i utalentowany chłopak, będzie z kimś takim jak Wiktoria Szulc, dziewczyna znikąd, będąca nikim? Nie okłamujmy się. "Niech to do Ciebie dotrze Wiktoria. Jesteś nikim." - pomyślałam.
-Czy coś się stało? - spytał zatroskany Ksawery.
-Potrzebuję chwili. Pogadamy później, dobra? - spytałam brata, patrząc na niego nieprzytomnym wzrokiem.
-Okay. Jak będziesz chciała pogadać, jestem u siebie. - brat przytulił mnie mocno i zostawił samą.
Pomyślałam, że czas zakończyć coś co zaczęłam, a nie powinnam tego robić. Wstałam z łóżka i skierowałam się do salonu. Na schodach spotkałam Niall'a, który uśmiechał się do mnie szeroko.
-I co gdzie są chłopcy? - spytał radośnie.
-Sam musisz ich poszukać. - przytuliłam chłopaka z całej siły. - Cudownie spędzałam z Tobą czas. Rozpromieniłeś moje życie jak nikt inny. Twój śmiech i ciepły charakter pokona wszystko. Nie zmieniaj się. - powiedziałam i ucałowałam go w policzki.
-Wiktoria, co Ci jest? - zdziwił się.
-Nic. - uśmiechnęłam się i weszłam do salonu, w którym znajdował się Liam.
-Dziękuję Tobie za te dobre i złe chwile. Nigdy o Tobie nie zapomnę, bo Cię kocham. - przytuliłam chłopaka, a po chwili podarowałam mu soczystego buziaka w policzek.
-Chłopcy to było moje pożegnanie z Wami. Przepraszam, że zabrałam Wam wasz cenny czas. Dziękuję, że wprowadziliście tyle radości i ciepła do mojego życia. Chociaż nie ukrywam czasami, było ciężko. - zaśmiałam się.
-Co ty gadasz? - krzyknął Niall. - Brałaś coś?
-Nic nie brałam. Robię to co powinnam, a teraz przepraszam, ale opuszczam Was. Dziękuję. - uśmiechnęłam się i skierowałam do wyjścia.
-Gdzie ty idziesz? Co ty chcesz zrobić? Uspokój się! - Niall chwycił mnie za ramiona i potrząsnął mną lekko, a ja zaśmiałam się.
-Oh Niall wariacie. - pogłaskałam go po policzku. - To koniec, nie rozumiesz? Nasza historia dobiegła końca. Teraz ja wyjdę, a wy wrócicie do domu, do Anglii. Nie chciałam żeby tak wyszło. Przepraszam. Powiedzcie Lou i Zayn'owi, że ich kocham. Aha. - wyciągnęłam telefon z kieszeniu spodni i wręczyłam go blondynowi. - Oddaj go Zayn'owi i przekaż, że dziękuję.
Blondyn wziął ode mnie telefon i ze łzami w oczach wypuścił mnie z uścisku. Odwróciłam się i wyszłam z domu. Zbliżając się do ogrodzenia usłyszałam, że któryś z chłopców wyszedł za mną. Nie zwracając uwagi na to kim on jest zaczęłam biec. Kiedy byłam już w bezpiecznej odległości od domu, rozpłakałam się jak małe dziecko. Zaczepiła mnie jakaś dziewczyna. Podeszła do mnie, chwyciła za ramiona i zaczęłam mną potrząsać.
-Wiktoria! Wiktoria! - krzyczała.


***


-Wiki, kochanie obudź się. Wiktoria! - usłyszałam głos mojej mamy.
Otworzyłam oczy i spojrzałam, na uśmiechniętą buzię kobiety. Gwałtownie usiadłam i rozejrzałam się dookoła. W pokoju nie było nikogo prócz mnie i mojej mamy.
-Czy to mi się tylko śniło? To był sen? - spytałam zdezorientowana. - Gdzie jest Harry?
-Spokojnie. Chłopcy poszli pozwiedzać Gdańsk. - zaśmiała się moja mama.
-Uff. - odetchnęłam z ulgą, a w oczach stanęły mi łzy.
-Co się stało? - spytała przejęta moja rodzicielka.
-Miałam zły sen. Która jest godzina?
-Dochodzi siedemnasta.
-Nie wiesz, jak długo spałam?
-Przed chwilą wróciłam z pracy i zastałam Ciebie śpiącą na kolanach Harry'ego. Nie powiem, że wyglądaliście słodko. - zaśmiała się moja rodzicielka.
-Słodko? Mamo, ile ty masz lat? - zachichotałam.
-Nie naśmiewaj się ze swojej starej matki. Po prostu ładnie to wyglądało.
-Dawno temu chłopcy wyszli?
-Jakąś godzinkę. To znaczy, nie wiem kiedy chłopcy wyszli, bo kiedy wróciłam przed godziną Harry siedział tutaj sam i oglądał telewizję. No,a ty spałaś na jego kolanach.
-A Liam? Był tu w tym czasie Liam?
-Nie, nie było go. Wiktoria, czy coś się stało? - spytała moja zatroskana mama.
-Nie mamuś, ale może, jeśli nie odkręcę czegoś. - pocałowałam mamę w policzek i pobiegłam na górę do pokoju. Wzięłam telefon, który leżał na szafce i wybrałam numer do Liam'a. Po dwóch sygnałach odebrał.
-Halo? - usłyszałam znajomy mi głos.
-Liam, to ja Wiki. Musimy pogadać. Poważnie. - powiedziałam surowym głosem.
-Tak, wiem. Też chciałem porozmawiać.
-Gdzie jesteś?
-W hotelu.
-To bądź za 15 minut w parku, koło mojego domu.
Kiedy skończyłam rozmawiać z Liam'em wybrałam numer Harry'ego, który nie odbierał. "Co jest?" - pomyślałam. Trochę się wystraszyłam przypominając sobie mój sen. Jednak za drugą próbą połączenia odebrał.
-Cześć kochanie. Już wstałaś? - zapytał wesoło, a ja ucieszyłam się słysząc jego głos.
-Jakoś bez Ciebie nie potrafię spać. - zaśmiałam się. - Kiedy wracasz?
-Chcieliśmy z chłopakami wstąpić jeszcze do sklepu, ale jeśli chcesz, to mogę już wracać.
-Nie, spokojnie zróbcie zakupy. Ja muszę coś załatwić, ale za godzinkę powinnam być już w domu.
-Gdzie się wybierasz? - spytał zaciekawiony Styles.
-Opowiem Ci jak wrócę. Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. - powiedział słodko Hazz i rozłączył się.
Wsadziłam telefon do kieszeni spodni i zbiegłam na dół. Założyłam szybko buty i wybiegłam z domu. Do parku miałam nie więcej niż 500 metrów, ale chciałam jeszcze na spokojnie przemyśleć co powiem Liam'owi. Kiedy już byłam na miejscu, usiadłam na ławkę na skraju parku. Nie chciałam, żeby ktoś nam przeszkadzał, jednak po chwili usłyszałam dźwięki fleszy i krzyki. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam grupkę paparazzi, którzy robili zdjęcia bezbronnemu chłopakowi. Liam szedł uśmiechnięty i kiedy zauważył mnie, pomachał mi. Odwzajemniłam gest.
-Hej. - powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Hej. - odpowiedziałam niepewnie. - Lepiej będzie, jeśli będziemy szczędzić sobie czułości.
-Tak, wiem. Nie powinienem. Przepraszam. - posmutniał Liam.
-Napsociłeś, a i tak nie mam Ci tego za złe. - uśmiechnęłam się.
-Wiktoria... - zaczął, ale mu przerwałam.
-Nie Liam. Teraz ja mówię i daj mi dokończyć. - spoważniałam. - Wiesz dobrze, że jestem z Harry'm i zależy mi na nim. Nigdy nie dawałam Tobie nadziei na coś więcej niż przyjaźń. Kocham Cię, ale tylko jak brata. - uśmiechnęłam się. - Mam w Tobie przyjaciela. Nie chcę mieć Cię za wroga. Kocham Harry'ego i chciałabym, żebyś to uszanował. Zależy mi na Tobie, zależy mi na całej Waszej piątce. Nie chcę, żeby były między nami jakieś nieporozumienia.
-Skończyłaś? - spytał po chwili.
-Tak.
-To teraz pozwól, że ja Ci coś powiem. Wiem, że to co zrobiłem, było głupie. Zachowywałem się jak dziecko, wiem, ale to tylko dlatego, że Cię kocham. Nie odwzajemniasz tego uczucia, rozumiem. Myślałem, że może coś zyskam starając się o Ciebie, ale teraz widzę, że działałem tylko na własną szkodę. Przepraszam. Obiecuję, że to się już nie powtórzy. - na znak potwierdzenia, położył rękę na sercu.
-Na pewno?
-Nie wierzysz mi?
-Spokojnie, tylko się upewniam, chociaż po tym co ostatnio zaszło...
-Och daj już spokój. No chodź tu. - powiedział i przyciągnął mnie do siebie. - Przyjaciele?
-Przyjaciele. - odwzajemniłam uścisk.
Kiedy wracaliśmy do domu, wokół nas było pełno dziennikarzy, jednak my szliśmy objęci i nie zwracaliśmy na nich uwagi. Może ułatwiało nam to, że byli z nami ochroniarze chłopców. Gdy byliśmy już przed moim domem, w oddali zauważyłam sylwetki czterech chłopców, którzy się wygłupiali. Również koło nich kręcili się dziennikarze, ale oni także byli w towarzystwie ochroniarzy. Znajdując się już blisko siebie, widziałam, że Harry ma niewyraźną minę. Wyrwałam się z objęć Payne'a i biegiem ruszyłam w kierunku Harolda, który czekał na mnie z otwartymi ramionami. Jednak po chwili zaczęła mnie boleć strasznie miednica i upadłam tuż pod nogami mojego chłopaka.
-Wiktoria! Kochanie! Nic ci nie jest? - krzyczał spanikowany Harry, pomagając mi wstać.
-Strasznie boli mnie brzuch. Ała. - skuliłam się z bólu. - Nie wytrzymam.
-Paul! Dzwoń na pogotowie! - krzyknął Louis.
-Nie ma na to czasu! Jedziemy do szpitala. - zarządził Harry i wziął mnie na ręce.
-Ała. - zawyłam w przypływie nowej fali bólu.
-Przepraszam kochanie, ale im szybciej tym lepiej. Wytrzymaj jeszcze chwilę, błagam. - widziałam w jego oczach strach.
Ochroniarze odsunęli fotoreporterów jak najdalej i zrobili dostęp do samochodu Harry'ego, który niedawno wynajął i zaparkował pod moim domem. Mój chłopak usadowił mnie na tylnym siedzeniu i zajął miejsce kierowcy. Koło mnie usiadł Liam.
-Połóż się. - powiedział po czym pomógł mi przyjąć pozycję leżącą, a moją głowę położył na swoich kolanach. Harry ruszył niebezpiecznie szybko, a moim ciałem szarpnęło powodując nowy przypływ bólu. Po moich policzkach płynęły łzy, a ja zaciskałam zęby. Po bardzo długiej jeździe znaleźliśmy się przed szpitalem. Harry opuścił samochód, a po chwili pojawił się przy drzwiach po drugiej stronie auta, żeby pomóc mi wysiąść. W tym czasie Liam pobiegł do środka i już po chwili pojawili się sanitariusze. Położyli mnie na nosze i ruszyli w stronę budynku.

Hej kochani! Wiecie co? Nawet podoba mi się ten rozdział, ale i tak nie wyszło mi to super. Mam nadzieję, że spodoba się Wam. Czekam na waszą opinie. Ponownie liczę na 25 komentarzy. Jak myślicie, co się stało Wiktorii? Chyba nikt z Was nie zgadnie :) Nie mogę się doczekać tych 25 komentarzy i Waszego zdziwienia, kiedy pojawi się 40 rozdział. Buziaczki ;*





poniedziałek, 2 lipca 2012

Rozdział 38 - "Niegrzeczny Liam"


Wzruszyłam ramionami i wróciłam do salonu. Usiadłam na kanapę i włączyłam tv. Po chwili dołączył do mnie Hazza. Zajął miejsce koło mnie i przytulił, a ja pocałowałam go w policzek. Chłopcy wbiegli do salonu przepychając się wzajemnie. W końcu obydwoje siedzieli na fotelu w dość dziwnej pozycji. Spojrzałam na nich zdziwiona, pokręciłam głową i wróciłam do oglądania.
-Ale jak oni się dogadają? - spytał mnie Harry.
-Kto? - zdziwiłam się.
-Julia i Niall.
-Nie wiem, może językiem ciał. - zaśmiałam się.
-Wiki to twoja przyjaciółka, a ty zachowujesz się jakby to co się z nią dzieje Ciebie nie obchodziło. - Harry zdziwił się.
-Zobaczysz, jeszcze mi za to podziękuje. No, ale Niall to twój przyjaciel. Nie uważasz, że zrobi to co powinien? Przecież on chyba najlepiej zaopiekuje się Julką.
-Masz rację. Poczekajmy na rozwój sytuacji.
Nagle do domu wrócił Liam. Pewnym krokiem wszedł do salonu i rozejrzał się wokół. Jego wzrok zatrzymał się na mnie, a moje serce stanęło na sekundę. Głośno przełykając ślinę spojrzałam na Lou. Payne rozluźniony z uśmiechem na twarzy zajął miejsce koło mnie i Harry'ego, po czym objął mnie ramieniem.
-Gdzie ty się podziewałeś? - spytał wesoło Harry.
-Musiałem przemyśleć kilka spraw. - Liam posłał mi znaczące spojrzenie, a ja siedziałam w bezruchu.
-Słuchaj Hazz, wiesz, że kocham Wiktorię. Chyba wszyscy o tym wiecie. Może zagramy o nią? Tak jak zawsze to robimy, kiedy podoba nam się ta sama dziewczyna. - Liam uśmiechnął się szyderczo, a ja słuchałam tego co mówi. Byłam zszokowana. Nie znałam takiego Liam'a.
-Zwariowałeś? - zaśmiał się Harrold.
-Dlaczego nie?
-To jest moja dziewczyna i nie zamierzam z nikim o nią grać.
-Nie powiedziałaś mu? - Liam spytał mnie. Widziałam gniew w jego oczach.
-Czego mi nie powiedziała? - mój chłopak spojrzał na mnie.
-Zamknij się Payne! - krzyknął Lou.
-Czego mi nie powiedziałaś? - spytał ponownie Harry, tym razem był wkurzony. - No czego?!
-Całowaliśmy się, nie mogła mi się oprzeć. Ona Cię nie kocha! To ja powinienem być na twoim miejscu. - wykłócał się Liam.
-Słucham?! Wiktoria to prawda? - spytał loczek.
Nie odpowiedziałam nic. Nie wiedziałam co się dzieje. Pierwszy raz widziałam tak wściekłego Harolda. Po moim policzku spłynęła pierwsza łza, a za nią następne.
-Łżesz jak pies! To ty ją pocałowałeś! Chyba powinieneś się udać do psychologa. Na łeb Ci pada stary! - Louis wytłumaczył mnie. - Harry to nie jest wina Wiktorii. To wszystko przez tego kretyna! Ta dziewczyna Cię kocha.
-Więc wiedziałeś o tym? Wszyscy wiedzieliście? - Harry spojrzał na nas. - Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi. Nie mieliśmy mieć przed sobą tajemnic.
-Harry to nie tak. - próbowałam wyjaśnić, zbliżyłam się do Styles'a, ale on mnie odepchnął i zerwał się na równe nogi.
-Powinienem Ciebie rozszarpać, ale jeśli Wiktoria Ciebie kocha to nie zabronię jej. Jeśli chce to będzie z Tobą. - Harry zwrócił się do Liam'a po czym spojrzał smutno na mnie i trzaskając drzwiami wyszedł z domu.
Siedziałam w osłupieniu. "Czy coś ze mną jest nie tak?" - pomyślałam. Przecież odkąd jesteśmy razem, w naszym związku nie było ani jednego dnia bez żadnych przykrych wydarzeń. Ale chwila! Czy po tym wszystkim nadal jestem dziewczyną Harry'ego? Czy on właśnie ze mną zerwał? Po chwili poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Spojrzałam w bok i ujrzałam Liam'a. Zerwałam się na równe nogi.
-Co ty wyprawiasz?! Opamiętaj się! Gdzie jest ten cudowny chłopak, którego poznałam miesiąc temu w Londynie?! Oddaj mi mojego przyjaciela! - krzyczałam szarpiąc chłopaka za ramiona. Payne spojrzał na mnie zdziwiony. Pierwszy raz od bardzo dawna widziałam w jego oczach smutek. Prawdziwy smutek, spowodowany tym, że skrzywdził kogoś bliskiego. Po jego policzku popłynęła pierwsza łza, a za nią kolejne. Ja także się rozpłakałam i przytuliłam do niego. Wiedziałam, że odzyskałam go. Dawnego Liam'a, którego kochałam jak przyjaciela. Tego, który był przyjacielem.
-Przepraszam. - wyszeptał mi do ucha. - Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło. Nie byłem sobą, ale to dlatego, że Cię kocham. Przepraszam. - płakał.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie jeszcze jakiś czas. Kiedy już się trochę uspokoiliśmy spojrzałam na bruneta i wytarłam jego mokre od łez policzki. On uczynił to samo. Nie zauważyłam nawet, że zostaliśmy sami.
-Gdzie się wszyscy podziali? - spytałam rozglądając się dookoła.
-Chyba postanowili dać nam chwilę dla siebie. - uśmiechnął się chłopak, a ja spojrzałam na niego wystraszona.
-Nie, proszę. Tylko nie zaczynaj znowu. - powiedziałam błagalnym tonem. - Nie mam już do tego siły.
-Spokojnie. Miałem na myśli, że dali nam chwilę, żebyśmy sobie wszystko wyjaśnili. - szepnął spokojnie mój przyjaciel.
-Wyjaśnili? Więc słucham.
Liam siedział w bezruchu wpatrując się w moje oczy jakby oczekiwał, że w nich znajdzie odpowiedź na wszystkie pytania. Minęła jakaś minuta zanim odezwał się.
-Nie wyjaśnię Ci tego teraz. Sam nie jestem w stanie sobie tego wyjaśnić. - posmutniał.
-Dobrze, poczekam, ale oczekuję, że już niedługo Cię olśni. - wyszłam z pokoju zostawiając przyjaciela samego. Skierowałam się do swojego pokoju, aby zadzwonić do reszty zespołu co się z nimi dzieje. Nie weszłam jednak jeszcze na schody, a drzwi do domu się otworzyły. Stanął w nich Horan.
-Hej. - powiedział uśmiechnięty, jednak kiedy zobaczył mnie, na jego twarzy malowała się troska. - Płakałaś? - spytał zbliżając się do mnie. - Co się stało?
-Już dobrze. Gorsze dni jak to zazwyczaj ostatnio u nas bywa. - uśmiechnęłam się lekko.
Blondyn jednak przytulił mnie do siebie. Wtuliłam się w niego, a on głaskał mnie po głowie.
-Nie masz z nami łatwo, co?
-Z Tobą akurat jest najmniej kłopotów. No może z wyjątkiem tego, że wiecznie mam pustą lodówkę. - zaśmiałam się.
-Ej! To nie fair. - oburzył się Irlandczyk odrywając mnie od siebie. - To ja Ci tutaj oferuję moje ramię, żebyś mogła się wypłakać, a ty się ze mnie naśmiewasz?
-Przepraszam. - pocałowałam chłopaka w policzek i ponownie ruszyłam w stronę schodów.
-Gdzie wszyscy? - spytał Niall zanim jeszcze zniknęłam w swoim pokoju.
-Zaraz się dowiem.
Weszłam do pokoju i wzięłam do ręki telefon. Zwróciłam uwagę na datę. 4 sierpnia. Co oznaczało, że już za tydzień kończyłam 19 lat. Zamyśliłam się na chwilę, jednak dźwięk nadchodzącego połączenia sprowadził mnie na ziemię. Spojrzałam na wyświetlacz, na którym widniało imię mojego chłopaka. Ucieszyłam się nieświadoma tego co miało nastąpić za chwilę.

Witajcie kochani. Nie wiem co mogłabym dzisiaj napisać, z wyjątkiem tego, że nie podoba mi się ten rozdział. Czekam na Wasze opinie i komentarze. 25 komentarzy i następny rozdział jest Wasz. Buziaczki ;*

image